Rozszerzenie NATO i Rosja: mity i rzeczywistość

 © REUTERS

© REUTERS

W expose wygłoszonym w rosyjskim parlamencie 18 kwietnia 2014 roku, w którym uzasadniał aneksję Krymu, prezydent Putin bardzo mocno akcentował upokorzenie, jakiego Rosja doznała w wyniku złamania przez Zachód wielu zobowiązań, w tym rzekomej obietnicy nierozszerzania NATO poza granice zjednoczonych Niemiec. Putin uderzył w czuły punkt i miał zapewniony pozytywny odbiór wśród słuchaczy. Od ponad 20 lat wersja o rzekomej „złamanej obietnicy” nierozszerzania NATO na Wschód jest nieodłączną częścią postsowieckiej tożsamości Rosji. Nic dziwnego zatem, że ten motyw ponownie pojawił się w kontekście kryzysu na Ukrainie. Roztrząsanie przeszłości pozostaje najbardziej dogodnym narzędziem służącym do odwracania uwagi od teraźniejszości.

Źródła mitu o “złamanej obietnicy” sięgają unikalnej sytuacji politycznej, w jakiej politycy znaleźli się w latach 90., i która kształtowała ich poglądy dotyczące przyszłego ładu europejskiego. Reformy przeprowadzane przez przywódcę ZSRR, Michaiła Gorbaczowa dawno już wymknęły się spod kontroli, państwa bałtyckie domagały się niepodległości, a państwa w Europie Środkowej i Wschodniej przechodziły wstrząsy. Mur berliński runął, Niemcy były na drodze do zjednoczenia. Tym niemniej Związek Radziecki nadal istniał, podobnie jak Układ Warszawski. Państwa członkowskie Układu Warszawskiego nie mówiły o wstąpieniu do NATO, ale raczej o „rozwiązaniu obu bloków”.

 © REUTERS

© REUTERS

Właśnie te rozmowy mogły wywołać u niektórych radzieckich polityków wrażenie, że rozszerzenie NATO, które zaczęło się od przyjęcia Republiki Czech, Węgier i Polski w 1999 roku było naruszeniem zachodnich zobowiązań. Niektóre oświadczenia zachodnich polityków, zwłaszcza ministra spraw zagranicznych Niemiec Hansa Dietricha Genschera oraz jego amerykańskiego odpowiednika, Jamesa A. Bakera, można w istocie interpretować, jako ogólnie sformułowane odrzucenie jakiegokolwiek rozszerzenia NATO poza Niemcy Wschodnie. Jednak te stwierdzenia padły w kontekście negocjacji w sprawie ponownego zjednoczenia Niemiec, a radzieccy rozmówcy nigdy nie wyrazili w konkretny sposób swoich zastrzeżeń. Podczas kluczowych negocjacji „2+4”, które ostatecznie doprowadziły Gorbaczowa do zaakceptowania obecności zjednoczonych Niemiec w NATO w czerwcu 1990 roku, ta kwestia nie została w ogóle podniesiona. Jak przedstawiał to później radziecki minister spraw zagranicznych Eduard Szewardnadze, wyobrażenie sobie możliwości rozwiązania ZSRR i Układu Warszawskiego i dopuszczenie myśli o przyjęciu przez NATO państw Układu Warszawskiego przekraczały wyobraźnię protagonistów z tamtych czasów.

Jednak, nawet gdyby założyć, że Genscher i inni w rzeczywistości starali się zapobiec przyszłemu rozszerzenie NATO z uwagi na respektowanie radzieckich interesów obronnych, nigdy nie byliby w stanie tego uczynić. Rozwiązanie Układu Warszawskiego i zlikwidowanie ZSRR w 1991 roku stworzyły zupełnie inną sytuację, ponieważ państwa w Europie Środkowej i Wschodniej mogły w końcu wybić się na suwerenność oraz zdefiniować swoje własne cele w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. Jako, że cele te koncentrowały się wokół integracji z Zachodem, jakakolwiek odmowa reakcji ze strony NATO oznaczałaby de facto kontynuowanie podziału Europy wzdłuż byłych frontów zimnej wojny. Prawo do wyboru własnych sojuszy, uroczyście stwierdzone w porozumieniu helsińskim z 1975 r., zostałoby im odmówione – takiego podejścia Zachód w żadnym wypadku nie mógłby utrzymać, ani ze względów politycznych, ani moralnych.

Zagadkowa sprawa rozszerzenia NATO

Gdy debata o rozszerzeniu NATO rozpoczęła się na poważnie około roku 1993, w wyniku bardzo szybko rosnących nacisków ze strony Europy Środkowej i Wschodniej, towarzyszyły jej znaczące kontrowersje. Zwłaszcza niektórzy obserwatorzy z kręgów akademickich przeciwstawiali się przyjęciu nowych członków do NATO, ponieważ nieuchronnie miało to zantagonizować Rosję oraz groziło podważeniem pozytywnych osiągnięć wypracowanych od końca zimnej wojny. Rzeczywiście, od samego początku postzimnowojennego procesu rozszerzania NATO najważniejszą troską Zachodu było wypracowanie metod pogodzenia tego procesu z interesami Rosji. Ponieważ od wczesnego etapu NATO zabiegało o tworzenie atmosfery współpracy korzystnej dla rozszerzenia, a jednocześnie o budowanie specjalnych stosunków z Rosją. W 1994 roku w ramach programu „Partnerstwa dla Pokoju” nawiązano stosunki wojskowe praktycznie ze wszystkimi państwami w obszarze euroatlantyckim. W 1997 roku na mocy Aktu Stanowiącego NATO-Rosja utworzono Stałą Wspólną Radę, jako specjalne forum konsultacji i współpracy. W 2002 roku, gdy członkowie Sojuszu przygotowywali następną dużą turę rozszerzenia, powołano Radę NATO-Rosja, co bardziej ukierunkowało współpracę i nadało jej lepszą strukturę. Te posunięcia współgrały z innymi wysiłkami społeczności międzynarodowej, ukierunkowanymi na przyznanie Rosji należnego miejsca: Rosja została przyjęta do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego oraz do G7 i Światowej Organizacji Handlu.

Rosja nigdy nie zinterpretowała tych wydarzeń tak przyjaźnie, jak oczekiwało NATO. Według rosyjskiego ministra spraw zagranicznych Primakowa, podpisanie Aktu Stanowiącego NATO-Rosja było jedynie „ograniczaniem szkód”: ponieważ Rosja nie miała sposobu, żeby zatrzymać rozszerzanie NATO, mogła równie dobrze przyjąć jakąkolwiek ofertę przedstawioną przez członków Sojuszu, nawet narażając się na to, że będzie to wyglądało, jak przyzwolenie na proces rozszerzania. Ta fundamentalna sprzeczność zawarta w funkcjonowaniu instytucji natowsko-rosyjskich – Rosja zasiadała do stołu i współdecydowała, ale w kluczowych sprawach nie miała prawa weta – była niemożliwa do przezwyciężenia.

 © REUTERS

© REUTERS

W tych warunkach argumenty Zachodu mówiące o dobrej woli związanej z rozszerzeniem NATO nigdy nie trafiły – i prawdopodobnie nigdy nie trafią na przyjazny grunt. Apelowanie do Rosji, aby uwzględniła przyjazny charakter rozszerzenia NATO pomija najważniejszy kontekst: rozszerzenie NATO – podobnie, jak rozszerzenie Unii Europejskiej – jest zaprojektowane, jako proces jednoczenia kontynentu. Dlatego też, nie ma innego „granicznego punktu”, który można by przekonująco określić, czy to w kategoriach intelektualnych, czy moralnych. Innymi słowy, właśnie dlatego, że procesy rozszerzania tych dwu organizacji nie są zamierzone, jako projekty antyrosyjskie, mają one otwarty charakter i – paradoksalnie – są skazane na to, że będą postrzegane przez Rosję, jako ciągły atak na jej status i wpływy. Tak długo, jak Rosja będzie uchylać się od szczerej debaty nad tym, dlaczego tak wielu jej sąsiadów pragnie ukierunkować się na Zachód, to się nie zmieni – a stosunki NATO-Rosja będą dalej prześladowane przez mity z przeszłości, zamiast spojrzenia w przyszłość.