Wejdź na stronę główną NATO
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Jesień 2005 Poprzednie numery  |  Język
Wejdź na stronę główną NATO
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Streszczenia
 Debata
 Wywiad
 Historia
 Felietony
 Analiza
 Statystyka
 Autorzy
 Bibliografia
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania

wyślij ten artykuł do przyjaciela

Analiza

Coraz trudniej

Peter van Ham analizuje wyzwania, przed jakimi stoi NATO, w coraz większym stopniu przyjmujące na siebie rolę globalną.


Śmiałe wykraczanie poza obszar traktatowy:
Natowska debata o „wykraczaniu poza obszar
traktatowy zakończyła się wraz z przejęciem przez
NATO dowodzenia nad Wielonarodowymi Siłami
Wspierającymi Bezpieczeństwo (ISAF) w Afganistanie
(© Ministerstwo Obrony Kanady )

Niezwykle rozbudowany program polityczny NATO jest zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. Z jednej strony, Sojusz nie jest już ograniczony przez spory wokół wychodzenia poza granice traktatowe, z czasów gdy przesadnie wąskie rozumienie Traktatu Waszyngtońskiego – czyli dokumentu założycielskiego NATO – zakładało bardzo ostre ograniczenia dotyczące jego działań poza Europą i Ameryką Północną. Z drugiej strony jednak, obecnie wydaje się, że żadne wyzwanie dla bezpieczeństwa nie wykracza poza zakres uprawnień NATO.

Można argumentować, że od czasu, gdy Sojusz powołał się na Artykuł 5 mówiący o obronie zbiorowej dzień po atakach terrorystycznych z 11 września, ewoluuje on w kierunku czegoś, co Christopher Coker z London School of Economics określił jako Globocop Zachodu – to jest organizacji, która pomaga uczynić świat bezpieczniejszym dla demokracji i globalizacji. Obecnie NATO nie tylko śmiało wychodzi poza terytorium państw członkowskich, ale w coraz większym stopniu ma do czynienia z oczekiwaniami, że będzie się zajmować wszystkim: od zwalczania międzynarodowego terroryzmu, poprzez zmaganie się z proliferacją broni masowego rażenia (BMR), aż po przyczynianie się do demokratyzacji Bliskiego Wschodu, szkolenie irackich sił bezpieczeństwa i wspieranie operacji pokojowej Unii Afrykańskiej w Darfurze.

Sojusz przyjmuje na siebie także nowe obowiązki w dziedzinie planowania cywilnego na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Bezpośrednio po tsunami w Azji, De Hoop Scheffer zasugerował, że gdyby coś takiego wydarzyło się w obszarze euroatlantyckim, rozmieszczono by tam Siły Odpowiedzi NATO (NRF) z misją niesienia pomocy. Potem, jak można się było spodziewać, jednostki NRF przyniosły pewną pomoc w obliczu ogromnych zniszczeń wywołanych huraganem Katrina i jego następstwami w stanach Alabama, Luizjana i Missisipi na południu USA.

Ta mnogość inicjatyw, działań i operacji w programie NATO jednoznacznie odzwierciedla wysiłki Sojuszu, aby sprostać zmianom w środowisku strategicznym. Jednocześnie jednak, mają one kluczowe znaczenie dla zachowania użyteczności Sojuszu w ramach priorytetów polityki zagranicznej USA. Lista zadań NATO gwałtownie się rozrasta, w dużej mierze dlatego, że politycy i liderzy opinii publicznej w USA w coraz większym stopniu wiążą strategiczne znaczenie NATO z jego wkładem w realizację celów polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, a europejscy Sojusznicy zdali już sobie sprawę z tego, że ilekroć NATO odmawia wezwań do wykroczenia poza swój obszar i podjęcia nowych trudnych wyzwań, czyni to na swoje własne ryzyko.

Analitycy i twórcy polityki w USA długo argumentowali, że wybór wygląda następująco: albo NATO przerzuci swoje główne zainteresowanie strategiczne na Bliski Wschód i przedefiniuje swoje misje tak, aby zająć się zagrożeniem stwarzanym przez proliferację broni masowego rażenia, albo poniesie ryzyko całkowitej utraty znaczenia. Państwa takie jak Francja i Wielka Brytania mogą nadal odgrywać pewną rolę w Waszyngtonie, ale mniejsze państwa europejskie wiedzą aż nadto dobrze, iż bez NATO, ich wpływ na politykę USA jest niemal żaden. Jako że Stany Zjednoczone są jedynym supermocarstwem, wywieranie wpływu na Waszyngton ma wiele wspólnego z przyczynianiem się do tworzenia historii świata. Właśnie dlatego Europejczykom potrzebne jest takie NATO, które zaoferuje funkcjonalną platformę polityczną, w oparciu o którą będzie możliwe wypracowanie kolektywnej i spójnej strategii Zachodu. Tak należy rozumieć ubolewanie kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera, wyrażone w lutym podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, że NATO „nie jest już podstawowym forum, na którym partnerzy transatlantyccy omawiają i koordynują strategie.”

Wielu w Europie obawia się, że często konfrontacyjne stanowisko Stanów Zjednoczonych wobec ONZ i innych organizacji międzynarodowych odbije się również na NATO. Nikt nie może zapomnieć często cytowanej uwagi Sekretarza Obrony USA Donalda Rumsfelda, że we współczesnym świecie „misje będą określać kształt koalicji, a nie na odwrót.” Dla Europejczyków podstawowy sens jest jasny: kiedy Waszyngton apeluje o nowe działania NATO, ogólnie czują się zobowiązani odpowiedzieć „tak”. Pytanie obecnie brzmi, czy NATO dysponuje spójnością polityczną i środkami wojskowymi, aby sprostać tym żądaniom i oczekiwaniom.

Transformacja NATO

W ciągu nieco ponad dziesięciolecia, NATO przekształciło się z sojuszu skoncentrowanego na obronie zbiorowej w najbardziej doświadczony na świecie podmiot zaprowadzający i utrzymujący pokój. Podczas wojny w Zatoce z początku lat 1990., NATO stało na linii bocznej, podczas gdy Francja, Wielka Brytania oraz inni europejscy Sojusznicy wnosili wkład w wysiłki koalicji kierowanej przez USA, która wygnała siły irackie z Kuwejtu. Jednak do 1995 roku przesunęło się na środek sceny, rozpoczynając kampanię powietrzną w Bośni i Hercegowinie, która przyczyniła się do zakończenia walk trwających tam od trzech i pół roku. Później NATO dowodziło 60-tysięczymi siłami, które nadzorowały wdrażanie wojskowych aspektów porozumienia pokojowego. W dalszej kolejności NATO rozbudowało swoją rolę w tym regionie, przechodząc od zaprowadzania pokoju, przez jego utrzymywanie, aż do budowania podstaw bytu narodowego.

Wraz z upływem dekady lat 90., wzrastał interwencjonizm NATO w odpowiedzi na konflikty etniczne w byłej Jugosławii. Wobec katastrofy humanitarnej, NATO zorganizowało „interwencję humanitarną”, aby powstrzymać czystki etniczne w Kosowie w 1999 roku. W 2001 roku Sojusz w wyprzedzający sposób rozmieścił siły w byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii*, aby wspomóc rozładowanie konfliktu pomiędzy rebeliantami pochodzenia albańskiego, a rządem w Skopje, który groził niebezpieczną eskalacją.

Podczas szczytu Sojuszu w Waszyngtonie w 1999 roku, państwa członkowskie uzgodniły nową Koncepcję Strategiczną, która odzwierciedlała zmiany w środowisku bezpieczeństwa od zakończenia zimnej wojny. Poza tym, zarówno na szczycie waszyngtońskim, jak i praskim z 2002 roku, państwa członkowskie NATO uruchomiły akceptowane na wysokim szczeblu inicjatywy w zakresie zdolności – Inicjatywę Zdolności Obronnych i Praskie Zobowiązanie w dziedzinie Zdolności – aby wzmocnić potencjał wojskowy NATO i zagwarantować, że europejskie siły zbrojne będą posiadać wyposażenie umożliwiające szybsze i dalsze przemieszczanie..

O ile tempo transformacji NATO od zakończenia zimnej wojny było i jest zadziwiające, każdemu krokowi towarzyszyły intensywne spory na temat podstawowych funkcji NATO. Na przykład, podczas kampanii poprzedzającej wybory prezydenckie w USA Condoleezza Rice – w owym czasie doradca kampanii Busha – stwierdziła, że: „Nie po to mamy 82. Brygadę Powietrzną, aby eskortowała ona dzieci do przedszkola” w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie. Zwłaszcza kampania w Kosowie budziła mieszane uczucia zarówno wśród Amerykanów, jak i Europejczyków, nawet pomimo tego, że wszystkie najważniejsze decyzje Rady Północnoatlantyckiej były podejmowane jednogłośnie.

Obecnie wydaje się, że żadne wyzwanie dla bezpieczeństwa nie wykracza poza zakres uprawnień NATO
Podczas kampanii w Kosowie, Stany Zjednoczone zapewniły ponad 75 procent sił NATO, a – co za tym idzie – decydowały zarówno o przebiegu, jak i o tempie rozgrywania bitwy. W rezultacie europejscy sojusznicy czuli się marginalizowani, a jednocześnie zdawali sobie sprawę, że ich siły wykazują duże braki w dziedzinach takich jak C4 ISR (dowodzenie, kontrola, łączność i komputeryzacja, wywiad, obserwacja i rozpoznanie), inteligentna amunicja oraz zdolność do działania we wszystkich warunkach pogodowych, zarówno w ciągu dnia, jak i nocy. Zdaniem Amerykanów, Kosowo ujawniło również ograniczenia „prowadzenia wojny przez komitet” i – słusznie, czy niesłusznie – doświadczenie to rzutuje na postrzeganie NATO w USA. Ponadto, już na przykładzie Kosowa ujawniły się przyszłe tendencje, jako że Europejczycy zajmowali się przede wszystkim utrzymywaniem pokoju, po opuszczeniu sceny przez Amerykanów, którzy prowadzili działania zbrojne.

Właśnie w środku tej zajadłej debaty o tworzeniu podziału pracy w NATO, ataki terrorystyczne z 11 września otworzyły nową erę strategiczną. Chociaż Koncepcja Strategiczna NATO z 1999 roku jedynie przelotnie wspomniała o zagrożeniu stwarzanym przez międzynarodowy terroryzm, „globalna wojna z terrorem” szybko stała się wiodącym priorytetem w dziedzinie bezpieczeństwa dla wszystkich państw członkowskich. Co więcej, mimo że wspomnienia z Kosowa pozostawały świeżo w pamięci, natychmiast po wydarzeniach z 11 września, europejskie państwa członkowskie NATO podjęły inicjatywę powołania się na Artykuł 5. Mimo to, Waszyngton zdecydował się prowadzić wojnę z Al-Kaidą i talibami w Afganistanie wspólnie z wybranymi sojusznikami, a nie z NATO - argumentując, że większości europejskich sił zbrojnych brakowało zdolności do przeprowadzania precyzyjnego uderzenia, niezbędnej na potrzeby takiej kampanii. W tym układzie siły europejskie zostały w znacznej mierze rozmieszczone jako oddziały pokojowe, po zakończeniu większości działań zbrojnych. Następnie, w sierpniu 2003 roku NATO przejęło dowodzenie nad Wielonarodowymi Siłami Wspierającymi Pokój (ISAF) w Kabulu, działającymi w ramach mandatu ONZ, co stało się pierwszą misją Sojuszu poza obszarem euroatlantyckim.

Wspomniana inwazja w Afganistanie oraz późniejsze działania stabilizacyjne cieszyły się wsparciem państw członkowskich Sojuszu, jako że działania zbrojne były w obu przypadkach upoważnione na mocy mandatu ONZ. Jednak inaczej było w Iraku. Co gorsze, w miesiącach poprzedzających kampanię mającą na celu usunięcie Saddama Husajna, kwestia Iraku, to jest racje przemawiające za przeprowadzeniem inwazji na ten kraj właśnie wtedy, były niemal nieobecne w toku obrad Rady Północnoatlantyckiej. Pomijanie tego problemu było być może zrozumiałe w świetle dramatycznie przeciwstawnych poglądów kluczowych członków Sojuszu, ale jednak podważyło ono rolę NATO jako platformy politycznej przydatnej do rozważania kluczowych dla Zachodu wyzwań w dziedzinie bezpieczeństwa.

Podczas szczytu Sojuszu w Stambule w czerwcu 2004 roku członkowie Sojuszu zgodzili się zaoferować rządowi Iraku pomoc w zakresie szkolenia jego sił zbrojnych. Jednak, pomimo apeli USA o zwiększenie roli NATO w tym kraju, Sojusz zdecydował się nie podejmować w Iraku roli stabilizacyjnej podobnej do tej, jaką pełnił już w Afganistanie. Jak można się było spodziewać, ci Sojusznicy, którzy przeciwstawiali się inwazji w Iraku, wyznaczyli także linię na piasku.

Co dalej?

Podczas zimnej wojny, zadanie NATO było jednoznaczne. Mimo rozbieżności, państwom członkowskim Sojuszu było zatem stosunkowo łatwo zachować koncentrację i „pilnować piłki”. Obecnie jednak NATO żongluje tak wieloma piłkami, że istnieje ryzyko, iż jedna lub więcej z nich może spaść na ziemię, niszcząc reputację Sojuszu i - tym samym – podważając interesy bezpieczeństwa jego państw członkowskich.

Im dalej i częściej NATO wykracza “poza obszar traktatowy”, tym bardziej rośnie presja, aby podejmowało ono więcej zadań i operacji. Konsekwentnie, Sekretarz Generalny ONZ Kofi Annan wystosował już apel do Sojuszu o odegranie większej roli w Afryce. A inni analitycy i politycy przewidują, że NATO podejmie się roli w monitorowaniu przyszłego układu pokojowego pomiędzy Izraelem i Autonomią Palestyńską, a nawet będzie wspierać proces normalizacji na Cyprze.

Kampania w Kosowie uświadomiła europejskim państwom Sojuszu, że muszą one udoskonalić swoje potencjały zbrojne, jeżeli chcą zachować wojskowe znaczenie dla Stanów Zjednoczonych. Prawdę mówiąc, niektórzy analitycy ostrzegali, że dalsze poszerzanie się luk w zakresie technologii wojskowych i doktryny pomiędzy Europą a Stanami Zjednoczonymi może sprawić, że przyszłość NATO, jako sojuszu wojskowego, będzie się rysować w ciemnych barwach. W związku z tym Sojusz zainicjował ambitny proces transformacji, obejmujący stworzenie Sojuszniczego Dowództwa ds. Transformacji w Norfolk (Wirginia). Jednak ten duch transformacji musi dopiero wywrzeć choćby najmniejszy wpływ na Koncepcję Strategiczną NATO, która pozostała niezmieniona od kwietnia 1999.

W idealnym świecie, państwa członkowskie Sojuszu zaczęłyby formułowanie nowej Koncepcji Strategicznej, aby jasno wyznaczyć geostrategiczne priorytety NATO i jego stanowisko polityczne wobec kwestii takich jak użycie siły oraz rola broni nuklearnej. Jednak dochodzenie do konsensusu w tak bardzo spornych kwestiach prawdopodobnie okaże się niezwykle trudne. W rezultacie, państwa członkowskie Sojuszu jak dotąd nie zdecydowały się na otwarcie tej potencjalnej puszki Pandory. Chociaż takie podejście da się zrozumieć, nie jest jasne, jak długo Sojusz może sobie poradzić bez nowego konsensusu w kluczowych kwestiach strategicznych. W istocie, europejscy członkowie NATO rozsądnie argumentują, że jeżeli są wzywani do wykonywania powojennych zadań związanych z utrzymywaniem pokoju i budowaniem podstaw bytu narodowego, powinni także być zaangażowani w podejmowanie decyzji poprzedzających rozpoczęcie wojny.

Aby nadać nowej energii NATO, jego państwa członkowskie muszą kontynuować wysiłki w celu wzmocnienia Rady Północnoatlantyckiej jako podstawowego forum transatlantyckiego dialogu bezpieczeństwa, zgodnie z sugestiami kanclerza Schroedera. W tym kontekście, szczególnie istotny będzie proces rewizji uruchomiony przez De Hoop Scheffera, który ma wzmocnić polityczny wymiar Sojuszu.

W przyszłości Rada Północnoatlantycka będzie musiała wyznaczyć priorytety. W praktyce to oznacza, że będzie musiała zdecydować o niepodejmowaniu pewnych zadań (bez względu na to, jak byłyby one istotne) oraz nie rozpoczynać nowych operacji (bez względu na to, jak byłyby one chwalebne). Pewną alternatywą może być wprowadzenie koncepcji „współpracy strukturalnej” – co w żargonie Unii Europejskiej oznacza pozwolenie małym grupom państw podejmować pewne działania bez zgody wszystkich pozostałych, zgodnie z propozycją holenderskiego ministra obrony Bena Bota. Ułatwiłoby to NATO przekształcenie się w elastyczną organizację, o mentalności w pozytywny sposób nastawionej na działanie oraz strukturze na miarę nadchodzących wyzwań. Jednak, aby zagwarantować, że ta elastyczność nie wywoła dezintegracji, wszyscy członkowie Sojuszu powinni śpiewać z tego samego śpiewnika. Bez względu na związane z tym trudności, wypracowanie nowej Koncepcji Strategicznej może tym niemniej okazać się transatlantyckim katharsis, którego właśnie potrzeba NATO.


Peter van Ham jest dyrektorem programu Global Governance w holenderskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych “Clingendael” w Hadze oraz profesorem College of Europe w Brugii, (Belgia).

...Początek strony...