Go to Nato homepage
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Lato 2005 Poprzednie numery  |  Język
Go to Nato homepage
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Streszczenia
 Debata
 Historia
 Analiza
 Dodatek
 specjalny
 Recenzja
 Sprawy
 wojskowe
 Autorzy
 Bibliografia
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania

wyślij ten artykuł do przyjaciela

Sprawy wojskowe

Transformacja ESDP?

Jean-Yves Haine ocenia ewolucję Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony oraz przekształcenia wojskowe, które mają uczynić z Europy bardziej skuteczny podmiot w dziedzinie zarządzania kryzysowego


Przybij piątkę: Większość ostatnich inicjatyw UE
dotyczących ESDP koncentruje się na fazie po
stabilizacji. (© NATO)

Europa jeszcze raz staje wobec szeregu egzystencjalnych pytań: jak pogłębiać własny proces integracji bez ograniczania działań na zewnątrz; jak pogodzić jej biurokratyczność z rzeczywistymi wynikami w polityce zagranicznej; jak połączyć debatę konstytucyjną z wdrażaniem bardziej spójnej polityki w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony? Stojący pod znakiem zapytania proces ratyfikacji Konstytucji UE z dużym prawdopodobieństwem skłoni Unię do introspekcji, w wyniku której debata europejska skoncentruje się na tożsamości i docelowym kształcie Starego Kontynentu, a nie na jego polityce. W skrócie, istnieje poważne niebezpieczeństwo, że Europa stanie się jeszcze bardziej introwertyczna właśnie w okresie, gdy niepewne i kruche środowisko międzynarodowe będzie od niej wymagać odegrania bardziej aktywnej i odpowiedzialnej roli w sprawach zagranicznych.

Mimo to projekt europejski zapewnia fundamentalne podstawy prosperity i, w coraz większym stopniu, bezpieczeństwa kontynentu. Poza tym, osiągnięto ogromny postęp w dziedzinie bezpieczeństwa i obrony od ogłoszenia Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony (ESDP), po spotkaniu pomiędzy prezydentem Francji Jacques’em Chiracem i premierem Wielkiej Brytanii Tonym Blairem w St Malo w 1998 r. Ironią historii jest to, że pomimo podziałów w sprawie Iraku, rok 2003 był okresem, w którym ESDP zdecydowanie posunęła się do przodu w wyniku przyjęcia przełomowej Deklaracji EU-NATO w sprawie ESDP pod koniec 2002 roku. Był to także rok, w którym Unia Europejska rozpoczęła zarówno swoją pierwszą operację utrzymywania pokoju, jak i pierwszą misję policyjną na Bałkanach, co utorowało UE drogę do przejęcia odpowiedzialności od NATO za działania pokojowe w Bośni i Hercegowinie pod koniec ubiegłego roku. W tym roku również byliśmy świadkami pierwszej samodzielnej operacji wojskowej UE w Demokratycznej Republice Kongo.

W dziedzinie działań wywiadowczych i antyterroryzmu podjęto wysiłki zmierzające do podjęcia zintegrowanych działań. W dziedzinie proliferacji Unia Europejska przyjęła jasny plan działania i wywierania presji w celu wzmocnienia rygorów zapobiegających rozmieszczaniu broni jądrowej oraz podjęła bezprecedensowe, skoordynowane wysiłki wobec Iranu. Co najważniejsze, Strategia Bezpieczeństwa UE została formalnie zaakceptowana w grudniu 2003 roku. W tym historycznym dokumencie Unia Europejska przedstawiła model polityki zagranicznej oparty na skutecznym multilateralizmie i prewencyjnym zaangażowaniu, których celem jest wnoszenie stabilności i prosperity w jej sąsiedztwie, przy jednoczesnym uznaniu konieczności użycia siły w pewnych okolicznościach. To wszystko byłoby niewyobrażalne zaledwie 5 lat temu. Pod wieloma względami, ESDP stała się jednym z największych ostatnich sukcesów Unii Europejskiej. W istocie, europejskie podejście do polityki światowej bazujące na wykorzystaniu „miękkich środków” było chwalone po obu stronach Atlantyku w kilku ostatnich publikacjach – w tym w książkach T.R. Reida, Jeremy’ego Rifkina i Marka Leonarda – jako rodzący się model postępowania w stosunkach międzynarodowych w XXI wieku.

Jednak oczywiste porażki i fundamentalne ograniczenia niszczą te bardzo optymistyczne oceny europejskiego wpływu i potęgi. Po pierwsze i fundamentalne, chociaż wyzwania w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego domagają się zbiorowych reakcji, w praktyce – jak pokazały zarówno wojna w Afganistanie, jak i reakcje na ataki bombowe w Madrycie – reakcją na ataki terrorystyczne jest częściej działanie na poziomie państwowym niż międzynarodowym. W kryzysowych momentach państwa narodowe, a nie instytucje międzynarodowe pozostawały kluczowymi graczami. Co więcej, podziały związane z Irakiem, widmo projektu budowy autonomicznej kwatery wojskowej UE w Tervuren, głęboka nieufność pomiędzy członkami UE oraz „branie w jasyr” instytucji dla ochrony interesów narodowych nadal rzuca głęboki cień na całą wspólną politykę zagraniczną Unii Europejskiej.

Po drugie, tam gdzie chodzi o koordynowanie polityki zagranicznej, duże państwa europejskie są bardziej skłonne do zachowywania pozorów samodzielnego działania, podczas gdy małe kraje starają się obarczyć tym ciężarem Unię Europejską, bez jednoczesnego zapewnienia niezbędnych środków, co umożliwiłoby właściwe podejmowanie tych nowych zakresów odpowiedzialności. Tocząca się obecnie bitwa o kształt dyplomatycznej posługi przyszłego ministra spraw zagranicznych UE symbolizuje ciągle powracające napięcia pomiędzy małymi i dużymi państwami oraz pomiędzy Komisją i Radą. Wspólne podejście wobec reszty świata ma kluczowe znaczenie. A jednak większość państw członkowskich woli rozwijać swoje własne specjalne stosunki z Waszyngtonem i innymi kluczowymi stolicami, nawet pomimo tego, że podważa to ich wspólne wpływy, ponieważ skłania drugą stronę do stosowania metody „dziel i rządź”.

Po trzecie, po ostatnim rozszerzeniu Unii Europejskiej dawniej odległe teatry działań, takie jak Mołdawia czy Kaukaz, stały się najbliższym sąsiedztwem. O ile Unia Europejska wykazała się swoim potencjałem w dziedzinie zarządzania kryzysowego w przypadku Ukrainy, przy znaczącym wkładzie Litwy i Polski, inne obszary pozostają poza wpływem Europy. W istocie, nawet na Bałkanach, gdzie Unia Europejska angażuje się od ponad 10 lat, poszukiwanie długoterminowego rozwiązania w Kosowie wymaga tego rodzaju szczególnego wysiłku jakiego Europa obecnie nie jest w stanie lub nie chce podjąć.

Wreszcie, Unia Europejska często jest zdecydowanie bardziej skłonna do deklarowania zasad, niż do działania. Co gorsze, nawet gdy państwa członkowskie uzgodnią jakieś wspólne stanowisko, często nie są w stanie osiągać wyników, jak wykazała dyplomatyczna porażka w sprawie Cypru, nadal trwający chaos w Kongo, brak działania w Darfurze i pasywność wobec konfliktu izraelsko- palestyńskiego.

Postawa strategiczna

Te ograniczenia odzwierciedlają się w postawie strategicznej Unii Europejskiej. Przeciwstawiając się zmianom reżimów, Unia Europejska podkreśla absolutny priorytet stabilności nad demokratyzacją. Odrzucając działania wyprzedzające – Niemcy miały decydujące prawo głosu w sprawie kształtowania Strategii Bezpieczeństwa, która została zmieniona po to, aby usunąć tę opcję – Unia Europejska sięga po dyplomację i prewencyjne zaangażowanie, aby rozwiązywać kryzysy międzynarodowe. Podkreślając znaczenie skutecznego multilateralizmu, Unia Europejska zasadniczo pozostaje potęgą ukierunkowaną na zachowanie status quo, chętną do podkreślania roli międzynarodowego prawa i etyki. Przewodniczący Komisji José Manuel Barroso powiedział ostatnio „My [Europejczycy] jesteśmy pod wieloma względami supermocarstwem. Jesteśmy moralną potęgą.” Być może, ale jest to moralność proklamowana na mocy dekretu, a nie przekonań potwierdzonych działaniem.

Prawdziwa porażka tej błędnie nazwanej postmodernistycznej Europy wiąże się jednak z jej niezdolnością do zreformowania swojej struktury obronnej. Zdolności wymagane przez ESDP nadal kuleją. Pierwotny cel, jakim było stworzenie 60-tysięcznej formacji zbrojnej, zdolnej do rozmieszczenia w ciągu 60 dni, wyznaczony podczas posiedzenia Rady Europejskiej w Helsinkach w 1999 roku, nie został spełniony. Prawdę mówiąc, znacząca liczba żołnierzy jest rozmieszczona na całym świecie w ramach misji poszczególnych państw, UE, NATO i ONZ. Celem było jednak danie UE do dyspozycji rezerwowych jednostek, a nie tylko nałożenie kolejnego wymogu na narodowe siły zbrojnie. Cele Helsińskie były nękane przez kilka problemów. Po pierwsze, poziom sił został określony wyłącznie ilościowo, w oparciu o międzynarodowe doświadczenia w Bośni i Hercegowinie – są zatem źle dostosowane do obecnych nowych imperatywów strategicznych. Po drugie, koncepcja zawierała jedynie katalog sił, z których tylko drobny odsetek był w istocie zdolny do szybkiego rozmieszczenia. Po trzecie, o ile braki zostały zidentyfikowane, nie było realnej zachęty, aby im zaradzić. Wysiłki związane z tworzeniem potencjału trzeba było ukierunkować na jakość, a nie na ilość. W ostatnim czasie kilka inicjatyw uwzględniło tę konieczność.

Po pierwsze, w ubiegłym roku uzgodniono w końcu powołanie do życia Europejskiej Agencji Obrony, której celem ma być „wspieranie państw członkowskich w ich wysiłkach zmierzających do poprawy potencjału obronnego Europy w dziedzinie zarządzania kryzysowego”. Agencja ma promować współpracę w zakresie projektów i zamówień publicznych odnośnie do sprzętu, badań i technologii. Wszystko to powinno wnieść nieocenioną synergię i efekt skali do europejskich wydatków obronnych. Agencja powinna przede wszystkim być zdolna do koordynowania wysiłków w celu uzupełnienia luk zidentyfikowanych w Europejskim Planie Działania na rzecz Zdolności (ECAP). Po to, aby mieć realny wpływ, Agencja musi jednak być odpowiednio finansowana.

Po drugie, zasada stałej współpracy ujętej w ramy strukturalne jest obecnie formalnie potwierdzona w konstytucji UE. Kryteria rządzące współpracą są surowe, przynajmniej na papierze. Między innymi, państwa członkowskie muszą mieć odpowiedni poziom wydatków na obronę; muszą podejmować konkretne kroki zmierzające do zwiększenia dostępności, interoperacyjności, elastyczności i możliwości rozmieszczania sił zbrojnych, a także muszą zaoferować środki umożliwiające naprawienie niedociągnięć zidentyfikowanych przez ECAP. Prawdziwą nowością jest zachęta do koordynacji potrzeb wojskowych, specjalizacji własnej obrony narodowej i tworzenia puli zdolności. Uwzględniając słabość budżetów obronnych oraz chroniczne niedoinwestowanie badań i technologii, oczywistym rozwiązaniem są zbiorcze zamówienia publiczne i wielonarodowe formacje, jeżeli stała współpraca ujęta w ramy strukturalne byłaby cennym mechanizmem, w ramach którego można by zmienić dynamikę europejskiej obronności.

W transformacji chodzi o to, aby wydawać mądrzej i bardziej efektywnie, jednak na krótszą metę wymaga ona większych wydatków
Wreszcie w listopadzie ubiegłego roku Unia Europejska przyjęła koncepcję stworzenia Grupy Bojowej. Ta inicjatywa jest bezpośrednim rezultatem doświadczeń operacji Artemis w Demokratycznej Republice Konga w 2003 roku. Koncepcja Grup Bojowych opiera się na wykorzystaniu „szybko wchodzącego i szybko wycofywanego” potencjału w celu przywracania porządku, zwłaszcza w Afryce, w ramach operacji prowadzonych „zwłaszcza, ale nie wyłącznie” z mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ. W drugim etapie afrykańskie i inne siły pokojowe miałyby przejąć zadania.

Ta strategia podejmowania szybkich kroków zaradczych, a następnie przekazywania innym długoterminowej odpowiedzialności za budowanie pokoju, jest jednak trudna do zrealizowania w praktyce. Nie jest oczywiste, dlaczego Grupy Bojowe miałyby być formacją sił adekwatną do przeprowadzania takich operacji. Wejście sił nie byłoby tak szybkie – zwłaszcza uwzględniając braki EU w zakresie transportu strategicznego. Wycofanie mogłoby być opóźniane o wiele miesięcy, a Unia Afrykańska raczej nie będzie w stanie wystawić później wystarczających sił pokojowych. Obecnie w Kongo misja ONZ liczy około 16 tys. uczestników, co czyni ją największą z operacji pokojowych ONZ. Co więcej, konsensus polityczny w Europie co do odgrywania przez ten kontynent większej roli w Afryce jest słaby, co najjaśniej obrazuje obojętność wobec Darfur. Mimo to, Grupa Bojowa w sile 1500 osób, wliczając wsparcie i służby pomocnicze, jest bardziej elastyczną formacją, zdolną do prowadzenia operacji o wysokim stopniu intensywności. Formacja ta, zdolna do rozmieszczenia w ciągu 5 dni, będzie w pełni obsadzona, wyposażona i wyszkolona oraz będzie dysponować odpowiednimi środkami w zakresie transportu strategicznego. Państwa członkowskie zobowiązały się do wystawienia 13 takich Grup Bojowych do roku 2007 – dziewięć z nich będzie miało charakter wielonarodowy, nawet z kontyngentem norweskim, spoza UE. Ten nowy cel – wystawienie niemal 20-tysięcznej formacji, czyli jednej trzeciej sił planowanych jako cel główny (headline goal)– wydaje się bardziej realny, ale jej rzeczywista efektywność będzie zależeć od transformacji europejskich sił zbrojnych.

Transformacja sił

Transformacja europejskich sił zbrojnych rozpoczęła się bardzo niedawno, jak zwykle w nieskoordynowany sposób. Sam termin jest notorycznie mglisty. Jest tak nawet w Stanach Zjednoczonych, gdzie zapał w przyjmowaniu rewolucji w sprawach wojskowych zarówno przyniósł pozytywne skutki, jak i ujawnił poważne braki. Mocne i słabe strony planu Sekretarza Generalnego USA Donalda Rumsfelda, zakładającego budowę lekkich, wysoce mobilnych i technologicznie zaawansowanych sił zbrojnych USA, stały się jasne w Afganistanie i Iraku. W obu przypadkach rozmieszczony potencjał bojowy był imponujący, ale siły stabilizacyjne wykorzystywane po gorącej fazie konfliktu były daleko niewystarczające. Założenie, że transformacja pomoże zredukować ogólną wielość sił zbrojnych, będące jedną z głównych sił napędowych tego procesu, okazało się błędne i doprowadziło do rewaluacji amerykańskiego projektu transformacji.

W Europie trudności Amerykanów zostały szybko podchwycone, aby podać w wątpliwość potrzebę transformacji i podkreślić rzeczywiste wymogi działań pokojowych. Większość ostatnich inicjatyw UE dotyczących ESDP, w tym inicjatywy dotyczące cywilnych zobowiązań i żandarmerii, koncentruje się na fazie po stabilizacji. Jednak wystarczy rzut oka na misje, w ramach których rozmieszczone są obecnie europejskie siły pokojowe, aby stwierdzić, że większość z nich stała się możliwa dzięki wykorzystaniu „twardych środków”. Nie byłoby pokoju na Bałkanach bez interwencji NATO, nie byłoby więc czego utrzymywać.

W Europie transformacja oznacza przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze – koniec przymusowego poboru i strategii opartej przede wszystkim na obronie terytorialnej. Kiedy nie udało się podjąć zdecydowanych działań w Bośni i Hercegowinie, uznano potrzebę istnienia sił ekspedycyjnych, jednak struktury wojskowe w Europie nie przeszły wystarczającej przemiany. Przymusowy pobór jest nadal utrzymywany w wielu państwach, ciężkozbrojne jednostki piechoty są nadal zbyt liczne, wciąż za dużo jest przestarzałego sprzętu i nadal brakuje transportu strategicznego. Korekta tego wymaga woli politycznej i strategicznej jasności. Na razie jednak w większości państw europejskich brakuje jednego i drugiego.

Drugi aspekt transformacji to sam proces wdrażania nowoczesnych technik prowadzenia działań wojennych w siłach europejskich. Obecnie, w jakichkolwiek wrogich warunkach, ryzyko ofiar i zakres dopuszczalnych zniszczeń ubocznych są nadal wysokie. Państwa członkowskie UE muszą przyspieszyć modernizację swoich zdolności, aby być w stanie walczyć zgodnie z kryteriami, jakich żądają współczesne demokracje. Nawet jeżeli obecnie ewentualne akcje wojskowe UE dotyczyć mogą przede wszystkim działań w fazie po zakończeniu konfliktu, lub w formie prewencyjnego rozwinięcia sił w upadających państwach, brak adekwatnych zdolności rażąco ogranicza możliwość manewru w przypadku pogorszenia się sytuacji. Skuteczne zdolności C4ISR, to jest dowodzenie, kontrola, łączność, komputery, wywiad, obserwacja i rekonesans, są absolutnie konieczne w takim przypadku. Obecnie w Europie jedynie bardzo niewiele państw, w tym – co warte podkreślenia – Francja i Wielka Brytania, zaczęło wprowadzać do swoich arsenałów zdolności udostępnione dzięki rozwiązaniom sieciowym. Główną przeszkodą w tych wysiłkach nie jest dostępność zdobyczy technologii europejskiej, ale poziom budżetów obronnych. W transformacji chodzi o to, aby wydawać mądrzej i bardziej efektywnie, jednak na krótszą metę wymaga ona większych wydatków. Jest to jednak w długoterminowym interesie struktury sił zbrojnych w Europie, jako że cierpią one obecnie na nadmiar zbędnych zdolności. Jednak jakiekolwiek zwiększanie budżetów obronnych jest politycznie bez szans w większości państw.

Konsekwencje wydatków obronnych

Taki stan rzeczy ma kilka konsekwencji. Po pierwsze, państwa europejskie średniej wielkości będą prawdopodobnie musiały postawić na specjalizację, jeżeli chcą modernizować swoje siły. To z kolei musi być przedmiotem skoordynowanych decyzji podejmowanych raczej odgórnie, a nie zgodnie z oddolnym modelem przyjętym w ECAP. Jednak państwa europejskie nadal niechętnie odnoszą się do takiego posunięcia. Po drugie, współpraca z NATO pozostaje kluczową sprawą. Jako że Europa prawdopodobnie skoncentruje się raczej na operacjach umożliwionych dzięki rozwiązaniom sieciowym, a nie na pełnym spektrum działań wojennych koncentrowanych na wspomnianych rozwiązaniach, żywotnie istotne staje się, aby Europa była w stanie podłączać się do amerykańskich interoperacyjnych zdolności C4ISR. Jeżeli tak się nie stanie, stracona zostanie szansa na współpracę z Waszyngtonem. W tym kontekście Siły Odpowiedzi NATO oraz Grupa UE-NATO ds. Zdolności Roboczych to kluczowe komponenty współpracy transatlantyckiej. Na koniec, jako że Europejczycy dysponują tylko jedną pulą sił, wysiłki zarówno w formacie ESDP, jak i NATO, Grupy Bojowe i Siły Odpowiedzi NATO muszą być spójne.

W praktyce, tak się dzieje. Są jednak dwa poważne zastrzeżenia. Pierwsze ma charakter polityczny. Jako że Siły Odpowiedzi NATO składają się przede wszystkim z żołnierzy europejskich, zrozumiałe jest, że Europejczykom bardzo zależy na tym, aby mieć decydujący głos w sprawie użycia tych sił. NATO nie może stać się sprzątaczką w odniesieniu do operacji wojennych zadecydowanych wyłącznie przez Waszyngton. Jednak warunki związane z podejmowaniem decyzji radykalnie zmieniły się w ostatnich latach. Odkąd NATO wykroczyło poza obszar euroatlantycki, zgoda co do podstawowej struktury porządku na świecie, a zwłaszcza co do użycia siły jest niezbędnym warunkiem wstępnym efektywnego podejmowania decyzji przez Sojusz. Ze względu na zwiększone znaczenie kwestii globalnych w stosunkach transatlantyckich, istnieje pilna potrzeba oszacowania zakresu zgodności i charakteru rozbieżności poglądów w większej liczbie obszarów niż dawniej. Jak pokazuje kwestia zniesienia embargo na dostawy broni dla Chin, Europa i Stany Zjednoczone nie mogą zgadzać się zawsze na wszystko, ponieważ decydujące czynniki nie są już ograniczone do konkretnego problemu, jak było w przypadku zagrożenia ze trony ZSRR. Chociaż nierealistyczne jest oczekiwać pełnej zgody, równie nierealistyczne jest odmawiać wspólnego działania ze względu na jedną rozbieżność poglądów w odniesieniu do jakiejś kwestii. To ostatnie nie może być przeszkodą dla pierwszego. W tych warunkach znacznie trudniej jest osiągnąć konsensus. Po drugie, jest to szczególnie wymagające, jako że Grupy Bojowe i Siły Odpowiedzi NATO mają mieć zdolność do rozmieszczenia w ciągu 5-30 dni. Obecne wysiłki zmierzające do zapewnienia szybkości rozmieszczania mogą być zagrożone wciąż nieadekwatnymi i przeciągającymi się procesami podejmowania decyzji.

Druga trudność ma charakter bardziej operacyjny. Jednym z pożądanych wyników transformacji jest zarówno zwiększenie wielkości ośrodków dowodzenia, jak i zmniejszenie wielkości sił rozmieszczonych w danym terenie. Nowa struktura NATO z Sojuszniczym Dowództwem ds. Operacji w Kwaterze Głównej Sojuszniczych Sił NATO w Europie (SHAPE) w Mons (Belgia)i Sojuszniczym Dowództwem ds. Transformacji w Norfolk, Virginia (USA) sprawia, że SHAPE jest osią planowania operacyjnego zarówno NATO, jak i UE. O ile kłótnia wokół autonomicznej kwatery głównej UE została na razie uciszona, w długiej perspektywie pozostaje pytanie, czy duże państwa europejskie powinny bez końca być uzależnione od modelu Berlin-Plus, nawet po przyjęciu rozszerzonego modelu operacji ESDP i narastającej transformacji ich własnego potencjału wojskowego. Odwrotnie, w przypadku autonomicznych operacji UE, czy małe i średnie państwa europejskie mają być uzależnione od narodowych – to jest francuskich, niemieckich lub brytyjskich ośrodków dowodzenia – w wypełnianiu tych misji? Jako że Europa dysponuje jedynie jedną pulą środków, im dalej pójdzie transformacja europejskich zdolności, tym szybciej powróci kwestia autonomicznej europejskiej kwatery głównej.

Europa wypracowała wszechstronne podejście do bezpieczeństwa, od misji policyjnych do zarządzania kryzysowego. Pogłębianie integracji poprzez proces ratyfikacji może jeszcze raz odwrócić uwagę Unii Europejskiej od jej zobowiązań geopolitycznych. Nie można pozwolić, by realizacja mniej wymagających aspektów operacji utrzymania pokoju, jak obecna operacja w Bośni i Hercegowinie, opóźniła transformację sił europejskich. W obu dziedzinach chodzi o wiarygodność Unii Europejskiej jako podmiotu strategicznego.

Jean-Yves Haine jest adiunktem specjalizującym się w tematyce bezpieczeństwa europejskiego w Instytucie Studiów Strategicznych w Londynie. Jego ostatnia publikacja “Les Etats-Unis ont-ils besoin d’alliés ?”, (Payot, 2004) otrzymała nagrodę France-Amérique Prize 2004.

...Początek strony...

* Turcja uznaje Republikę Macedonii pod jej konstytucyjną nazwą