Wejdź na stronę główną NATO
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Lato 2005 Poprzednie numery  |  Język
Wejdź na stronę główną NATO
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Streszczenia
 Debata
 Historia
 Analiza
 Dodatek
 specjalny
 Recenzja
 Sprawy
 wojskowe
 Autorzy
 Bibliografia
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania

wyślij ten artykuł do przyjaciela

Debata
Czy NATO powinno wspierać operacje pokojowe ONZ?
     Peter Viggo Jakobsen   kontra   David Lightburn

Peter Viggo Jakobsen jest dziekanem Wydziału Studiów nad Konfliktami i Bezpieczeństwem w Duńskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych w Kopenhadze.

David Lightburn jest niezależnym konsultantem operacji pokojowych, który wspomagał zaangażowanie Sojuszu w działania pokojowe od 1992 do 2000 roku.

                 

            

Drogi David,

NATO przebyło długą drogę w dziedzinie operacji pokojowych od początku lat dziewięćdziesiątych. Przeprowadziło serię udanych operacji realizowanych z mandatu ONZ na Bałkanach, a obecnie zaangażowane jest w trudną i rozszerzającą się misję w Afganistanie. Teraz, gdy Sojusz podjął strategiczną decyzję o globalizacji swych działań i prowadzeniu operacji wojskowych poza Europą, jest zarazem naturalne i konieczne wzmacnianie współpracy NATO – ONZ w tej dziedzinie, zgodnie z najnowszymi sugestiami zgłaszanymi przez Sekretarzy Generalnych obu tych organizacji

We własnym interesie NATO jest zwiększenie wsparcia dla operacji pokojowych, które są albo prowadzone przez ONZ, albo realizowane z mandatu tej globalnej organizacji przez inne podmioty, takie jak Unia Afrykańska. Konieczne jest zwiększenie efektywności operacyjnej. Prowadzone przez NATO operacje pokojowe nie mogą samodzielnie odnieść sukcesu, bez wsparcia ze strony ONZ i odpowiednich organizacji regionalnych i pozarządowych. NATO nie ma mocy zajmować się ogromną liczbą zadań pozamilitarnych, które są częścią współczesnych operacji pokojowych. Sojusz potrzebuje wsparcia ze strony Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, ONZ i ogromnej liczby organizacji pozarządowych, aby realizować te zadania na Bałkanach. Polega na wsparciu wielu ze wspomnianych oraz innych podmiotów, aby realizować je w Afganistanie. I będzie tak także w przypadku przyszłych operacji.

Współpraca NATO-ONZ w dziedzinie działań pokojowych powinna być zinstytucjonalizowana poprzez podpisanie wspólnego porozumienia o współpracy, regularne spotkania na wysokim szczeblu, praktyczną współpracę na szczeblu urzędniczym oraz stworzenie bezpiecznego systemu komunikowania się pomiędzy kwaterami głównymi obu organizacji. Współpraca UE-ONZ w zarządzaniu kryzysowym mogłaby być logicznym modelem, z którego można czerpać inspirację.

Praktyczna współpraca powinna być ujęta w ramy strukturalne, aby przyniosła maksymalne korzyści obu organizacjom. NATO powinno wykorzystać swoją przewagę konkurencyjną w zakresie planowania, łączności, logistyki, wywiadu i transportu strategicznego. Ogromne braki w tych dziedzinach podważają obecnie efektywność rozwiązań dotyczących szybkiego reagowania ONZ, a wsparcie NATO mogłoby przynieść znaczącą odmianę. Wsparcie takie zazwyczaj nie musiałoby wiązać się z zaangażowaniem dużej liczby personelu. Umożliwiłoby Sojuszowi znaczące i korzystne przekształcenie operacji ONZ, bez stwarzania problemów dotyczących nadmiernego wytężenia sił NATO.

Wsparcie NATO dla oenzetowskich operacji pokojowych nie powinno ograniczać się do świadczenia pomocniczych usług – Sojusz powinien także zobowiązać się do rozmieszczania jednostek o potencjale bojowym w krótkim czasie od decyzji, przy czym każdorazowy udział byłby rozważany indywidualnie. Aby zminimalizować ryzyko nadmiernego wytężenia sił oraz wykorzystać przewagę konkurencyjną w dziedzinie operacji o wysokim stopniu intensywności, NATO powinno oferować jednostki do operacji egzekwowania rozwiązań pokojowych wyłącznie na zasadzie, że jako pierwsze będą one wkraczać do działania i jako pierwsze będą wycofywane. NATO powinno zadeklarować chęć rozmieszczania jednostek bojowych w sytuacjach nadzwyczajnych, jako wsparcie ONZ w celu uniknięcia ludobójstwa lub wybuchu wojny domowej. Jednostki te pozostałyby potem przez ograniczony czas – do 6 miesięcy – aby dać ONZ lub innym organizacjom czas na przygotowanie własnych sił, które podjęłyby dalsze działania. Wielonarodowa Brygada Sił Szybkiego Rozwinięcia ONZ (SHIRBRIG) opiera się na tym samym modelu, ale w odróżnieniu od NATO nie może wystawiać jednostek bojowych na potrzeby operacji pokojowych o wysokim stopniu intensywności. Siły Odpowiedzi NATO (NRF) byłyby idealnie dostosowane do tej roli, co uwypukliłoby fakt, że NATO jest jedyną organizacją na świecie zdolną do rozmieszczania sił o zdolności bojowej wielkości brygady w krótkim czasie od podjęcia takiej decyzji. Jako że Unia Europejska w przewidywalnej przyszłości nie będzie miała takiej zdolności, pomogłoby to także w ustaleniu podziału pracy i ograniczyłoby powielanie działań i rozwiązań przez te dwie organizacje

NATO powinno zadeklarować chęć rozmieszczania jednostek bojowych w sytuacjach nadzwyczajnych, jako wsparcie ONZ w celu uniknięcia ludobójstwa lub wybuchu wojny

Ten polityczno-operacyjny argument za zintensyfikowaniem wsparcia NATO dla działań pokojowych ONZ jest – mówiąc krótko – przekonujący. Jeżeli dodamy kwestię legitymacji NATO, argument staje się nie do odparcia. Zaangażowanie NATO w działania pokojowe w Afganistanie i byłej Jugosławii, a także jego brak w Iraku, pokazuje kluczowe znaczenie, jakie mandat ONZ odgrywa w budowaniu konsensusu wewnątrz Sojuszu w odniesieniu do operacji pokojowych. Jest to również ważne, jeśli nie ważniejsze, gdy chodzi o mobilizowanie międzynarodowej akceptacji dla globalnej roli NATO, zwłaszcza w Afryce i na szerzej rozumianym Bliskim Wschodzie. W tych częściach świata uważa się, że decyzja NATO o wykroczeniu poza obszar euroatlantycki w większym stopniu motywowana jest przez chęć powiększania strefy wpływów Zachodu/USA, niż wzmacniania pokoju i stabilności na świecie. Wsparcie dla operacji ONZ bezpośrednio niezwiązanych z wojną, z terroryzmem będzie zatem miało kluczowe znaczenie w przekonywaniu niezachodnich rządów, że globalne NATO opowiada się po stronie dobra. Wnioski o wsparcie kierowane przez NATO mają większe szanse na pozytywne rozpatrzenie przez Organizację Narodów Zjednoczonych i odpowiednie organizacje regionalne i pozarządowe, jeśli one same mogą liczyć na wsparcie, gdy poproszą o nie w teatrach działań, które nie są postrzegane jako strategicznie priorytetowe dla Sojuszu.

Wreszcie, wsparcie NATO dla operacji pokojowych ONZ zredukowałoby niemile widzianą presję na Sojusz lub jego poszczególne państwa członkowskie, skłaniającą je do podejmowania w ostatniej chwili interwencji obarczonych wysokim ryzykiem. Taki charakter miały interwencje w celu ewakuacji uczestników misji pokojowych ONZ (co było realne w Bośni i Hercegowinie w 1995 roku); aby zapobiec porażce operacji ONZ (jak stało się w Rwandzie w 1994 roku lub w Sierra Leone w 2000 r.); aby umożliwić rozpoczęcie nowych operacji ONZ (jak w Somalii w 1992 roku i w Liberii w 2003 r.); albo by zapobiec cierpieniom ludzkim na ogromną skalę (jak obecnie w Darfurze).

Apel o większą współpracę NATO-ONZ przekazany przez Sekretarzy Generalnych obu tych organizacji to oferta, na odrzucenie której Sojusz nie może sobie pozwolić.

Pozdrawiam
...Początek strony...
Peter Viggo


Drogi Peter Viggo,

NATO rzeczywiście przeszło daleką drogę w dziedzinie operacji pokojowych od początku lat dziewięćdziesiątych, w dużej mierze dzięki wyważonemu podejściu na zasadzie prób i błędów, a także dzięki zaangażowaniu i współpracy rządów poszczególnych państw członkowskich. Podniosłeś szereg interesujących kwestii dotyczących przyszłości stosunków NATO – ONZ, w tym kwestii związanych ze strategią, operacjami pokojowymi, współpracą strategiczną, działaniami wojskowymi i interwencjami wysokiego ryzyka. Jednak mam zarówno polityczne, jak i wojskowe zastrzeżenia do Twoich propozycji.

Aby określić kontekst, Sojusz zaangażował się w operacje pokojowe w 1992 roku, biorąc udział w misji monitorowania przestrzeni morskiej stopniowo przejmował na siebie coraz większą liczbę i zakres misji, takich jak operacje egzekwowania rozwiązań pokojowych (Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo). Obecnie NATO prowadzi dwie operacje (w Kosowie i w Afganistanie); eksperymentuje z koncepcją Regionalnych Zespołów ds. Odbudowy (Afganistan); angażuje się w budowanie pokoju (reforma sektorów bezpieczeństwa w Bośni i Hercegowinie) oraz zadania pokojowe (Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo) i zapobieganie konfliktom (misja szkoleniowa w Iraku). Sojusz ma doświadczenie w wykonywaniu całego wachlarza klasycznych działań pokojowych (Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo), zapobieganiu konfliktom (była Jugosłowiańska Republika Macedonii*), w dyplomacji prewencyjnej (Bośnia i Hercegowina, Kosowo, była Jugosłowiańska Republika Macedonii* oraz Afganistan), a także w innych wysiłkach zmierzających do budowania pokoju, takich jak rozbrajanie, demobilizacja i reintegracja (Bośnia i Hercegowina oraz Kosowo). W skrócie, Sojusz angażował się w całym klasycznym spektrum operacji pokojowych, ale robił to ostrożnie, systematycznie i – we wszystkich przypadkach – zgodnie z własną polityką i procedurami NATO, przede wszystkim w interesie zbiorowym wszystkich państw członkowskich oraz w granicach dostępnych środków i zdolności.

Koncepcja Strategiczna Sojuszu z 1999 r. potwierdza, że bezpieczeństwo Sojuszu oparte jest na dwu filarach: zarządzaniu kryzysowym, w tym operacjach kryzysowych oraz partnerstwie, współpracy i dialogu. Oba te filary są jednak mocno osadzone w kontekście bezpieczeństwa euroatlantyckiego. Ten kontekst nie obejmuje „strategicznej decyzji o globalizacji działań i prowadzeniu operacji wojskowych poza Europą”. Nie było też takiej późniejszej decyzji Rady na szczeblu ministerialnym. Wszyscy Sekretarze Generalni od czasów Manfreda Wernera jasno dawali do zrozumienia, że NATO nie jest globalnym żandarmem. Decyzja o podjęciu jedynej obecnie prowadzonej operacji NATO poza obszarem euroatlantyckim – w Afganistanie – wynikała z interesu wszystkich ówczesnych członków Sojuszu. Afganistan stał się obszarem interesów „ze względu na jego wcześniejsze powiązania z terroryzmem, wpływ wydarzeń 11.09. oraz pozytywne konsekwencje takiego zaangażowania NATO w sprawę pokoju i stabilności międzynarodowej.

Współpraca poprawia się nie tylko pomiędzy NATO i ONZ, ale także pomiędzy NATO i niektórymi organizacjami regionalnymi i innymi organizacjami międzynarodowymi, takimi jak Unia Europejska i Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Polityczna i wojskowa współpraca NATO – ONZ nie jest nowa i sięga wczesnych lat 1990. Było wiele wizyt na wysokim szczeblu oraz kontaktów pomiędzy pracownikami w Nowym Jorku, Genewie oraz Brukseli, i trwa to nadal. Poza tym, legitymacja NATO nie jest już dzisiaj problemem. Nie słyszałem, na przykład o żadnym zwracaniu się przez NATO do ONZ z „prośbą o wsparcie”. Jeżeli Twoja uwaga o wiarygodności odnosi się do operacji, prowadzone obecnie działania pokojowe są oparte na koncepcji partnerstwa w większości dziedzin w kontekście konkretnych celów operacyjnych i nie wiążą się z zapotrzebowaniem Sojuszu na wsparcie z zewnątrz w celu prowadzenia konkretnych misji.

Twoja interpretacja natowskiego „wsparcia dla działań pokojowych” błędnie pomija fakt, że wsparcie jest terminem z dziedziny operacyjności. Zadaniem NATO nie jest natomiast, jak sugerujesz dalej w tym samym akapicie, „zajmować się ogromną liczbą zadań pozamilitarnych, które są częścią współczesnych operacji pokojowych”. Sojusz nie ma ani pragnienia, ani możliwości by przejmować na siebie pełną odpowiedzialność za jakąkolwiek złożoną operację pokojową. A już z pewnością NATO nie potrzebowało „wsparcia ze strony Unii Europejskiej, Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, ONZ i ogromnej liczby organizacji pozarządowych, aby realizować te [nienatowskie] zadania na Bałkanach”. Na przykład w odniesieniu do Bośni i Hercegowiny, porozumienie z Dayton zleciło innym wykonanie tej pracy.

Ewentualne zaangażowanie w Darfurze i w innych regionach, wspierające ONZ lub organizacje regionalne powinno jednoznacznie opierać się na politycznych i zbiorowych interesach wszystkich 26 państw członkowskich NATO

Odnośnie do podnoszonych przez Ciebie kwestii operacyjnych, Sojusz ma ograniczone środki i niemożliwe byłoby jego zaangażowanie w 18 obecnie prowadzonych misjach ONZ nawet w początkowej fazie. Rozmaite konferencje NATO poświęcone generowaniu sił w odniesieniu do trzech lub czterech aktualnych i zakończonych już misji początkowo nie spełniły swoich celów. W wyniku redukcji wielkości sił zbrojnych państw członkowskich Sojuszu po zakończeniu zimnej wojny, możliwość pozyskiwania wyszkolonych batalionów i odpowiedniego kluczowego potencjału sił i zdolności jest ograniczona. Sugerowanie, aby NATO rozpoczynało wszystkie misje ONZ, wzbudziłoby również zastrzeżenia natury politycznej wśród rodziny 191 państw członkowskich ONZ, choćby dlatego, że dowódcą sił musiałby być „zachodni” oficer, kierowany przede wszystkim przez Radę Północnoatlantycką i przed nią odpowiedzialny. Z operacyjnego punktu widzenia, Sojusz nie mógłby pozwolić sobie na przyjmowanie sił z państw pozostających poza NATO, które nie byłyby w pełni interoperacyjne i nie działaby zgodnie z procedurami Sojuszu. Nieinteroperacyjne siły stanowiłyby zagrożenie dla misji. Takie zdolności trzeba rozwijać latami i poświęcać na nie ogromne środki.

Twoja ostatnia uwaga sugerująca zredukowanie „niemile widzianej presji na Sojusz przez kraje członkowskie, skłaniającej go do podejmowania w ostatniej chwili interwencji obarczonych wysokim ryzykiem” jest znana. Chciałbym jednak zauważyć, że nie było żadnej presji w odniesieniu do pierwszego z Twoich przykładów – ewakuacji UNPROFOR. Ostrożne i wszechstronne plany zostały przygotowane z wyprzedzeniem. Jeśli chodzi o Darfur, to Unia Afrykańska jednoznacznie oświadczyła, że nie życzy sobie w Sudanie jednostek bojowych spoza Afryki, ale mogłaby z wdzięcznością przyjąć pewny potencjał umożliwiający prowadzenie misji.

Zgadzam się, że Sekretarze Generalni obu organizacji powinni utrzymywać konstruktywny dialog, w oparciu o doświadczenia z ostatnich 13-14 lat. Sugerowałbym jednak, aby angażowanie Sojuszu we wspieranie ONZ pozostało selektywne. Ewentualne zaangażowanie w Darfurze i w innych regionach, wspierające ONZ lub organizacje regionalne powinno jednoznacznie opierać się na politycznych i zbiorowych interesach wszystkich 26 państw członkowskich NATO. Powinno się to odbywać w zgodzie z polityką i procedurami NATO, w spójności z aktualną Koncepcją Strategiczną, z uwzględnieniem dostępności i optymalnego wykorzystania skąpych środków.

Pozdrawiam,
...Początek strony...
David


Drogi David,

Z przyjemnością stwierdzam, że nasza różnica zdań dotyczy raczej zakresu, niż istoty sprawy. Mimo to uważam, że imperatywem dla Sojuszu jest posunąć się dalej niż Ty gotów byłbyś zaakceptować. Chociaż nie sugeruję, aby NATO rozpoczynało wszystkie misje ONZ lub interweniowało z ramienia ONZ w absolutnie każdej sytuacji nadzwyczajnej, samo utrzymywanie konstruktywnego dialogu z ONZ to za mało. Sojusz musi podejmować na wysokim szczeblu konkretne zobowiązania do wspierania operacji ONZ poza Europą, aby zachować swoją przydatność w świecie po 11.09., w którym takie operacje stają się coraz bardziej istotne w kontekście zapobiegania, by upadłe i rozpadające się państwa nie stały się ostoją terrorystów.

Wspieranie ONZ to coś, na co powinny przystać wszystkie 26 państw członkowskich Sojuszu

Niedługo Unia Europejska przejmie operacyjną odpowiedzialność za wszystkie operacje na Bałkanach. W wyniku tego Sojusz musi wyrobić sobie swoją własną rolę operacyjną poza Europą. Od tego zależą szanse na przetrwanie NATO, jako że obrona państw członkowskich przed zewnętrzną agresją w warunkach zerowego zagrożenia konwencjonalnego nie wystarczy. Co więcej, jak ostatnio wykazał kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder, NATO nie jest już „podstawowym forum, na którym państwa członkowskie dyskutują i koordynują strategie”. Aby zachować użyteczność, NATO musi wnosić wkład w zarządzanie międzynarodowym pokojem i bezpieczeństwem oraz zaoferować coś, czego nie mogą dać Unia Europejska i ONZ. Moja propozycja nazywa to „coś”: ograniczone wsparcie w początkowym etapie misji, które nie wymaga, by dowódcą sił był ktoś z NATO, a także rozmieszczenie sił o zdolności bojowej wielkości brygady w sytuacjach awaryjnych typu Kosowo, na zasadzie, że będą one jako pierwsze wchodzić do działania i jako pierwsze będą wycofywane. Siły Odpowiedzi idealnie pasują do tej roli.

Słusznie wskazujesz, że państwa członkowskie Sojuszu będą miały prawdopodobnie trudności z pozyskaniem dostępnych środków na realizację mojej propozycji. To zostało jasno pokazane zarówno przez niemrawy odzew na potrzebę sprostania operacyjnym potrzebom Międzynarodowych Sił Wspierających Bezpieczeństwo, jak i przez brak zgody na rozmieszczenie NRF do wspierania przebiegu wyborów w Afganistanie w październiku ubiegłego roku. Jednak nie należy uważać tych problemów za argument przeciwko podejmowaniu dodatkowych zobowiązań. Przeciwnie, w przekonujący sposób dowodzą one konieczności przeprowadzenia transformacji sił oraz wypracowania nowego konsensusu strategicznego w ramach Sojuszu. Wspieranie ONZ to coś, na co powinny przystać wszystkie 26 państw członkowskich Sojuszu i właśnie dlatego moja propozycja mogłaby służyć jako użyteczny pierwszy krok w kierunku wypracowania tego konsensusu.

Pozdrawiam,
...Początek strony...
Peter Viggo

Drogi Peter Viggo,

Różnice naszych poglądów dotyczą zarówno zakresu, jak i – pod pewnymi względami – istoty sprawy. Wybiórcze wspieranie interwencji w przypadku niektórych kryzysów międzynarodowych – które dotykają wspólnego interesu 26 państw członkowskich NATO – będzie miało miejsce, tak jak w Darfurze. Parametry takiego wsparcia są jednak szczegółowo opracowywane i stają się przedmiotem decyzji podejmowanych w Brukseli, zgodnie zarówno z polityką, jak i procedurami NATO, a także ze stanowiskiem Unii Afrykańskiej w sprawie jednostek bojowych. Co więcej, nadal decyzje w tej sprawie będą podejmowane indywidualnie w odniesieniu do każdej sprawy, jak stało się w odniesieniu do Kosowa i Afganistanu.

NATO i tylko NATO musi ustalać precyzyjne warunki każdej misji wojskowej.

Sojusz wyciągnął wnioski z błędów ONZ popełnianych na początku lat 90. i od samego początku nalegał na stworzenie ścisłego powiązania pomiędzy mandatem, misją, zdolnościami i środkami w odniesieniu do operacji natowskich. Trudno jest wyobrazić sobie, żeby NATO zobowiązało się z góry do zaangażowania się w jakąś misję międzynarodową omawianą i uzgadnianą na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ przy braku wcześniejszych konsultacji pomiędzy ONZ i NATO oraz bez zaangażowania Sojuszu w opracowywanie mandatu danej misji. Trudno także wyobrazić sobie, że 165 innych państw zgodziłoby się na taką politykę. NATO i tylko NATO musi ustalać precyzyjne warunki każdej misji wojskowej. Nie może już być więcej „podwójnych kluczy”, niejasnych koncepcji w oparciu o „bezpieczne obszary”, płynnych wahań co do użycia sił i ograniczeń w tym zakresie, a przede wszystkim dwuznacznych mandatów, które zmieniają się według kaprysu i wygody politycznej Rady Bezpieczeństwa ONZ. Podobnie, szczegółowe zadania i zasady zaangażowania sił zbrojnych NATO są w gestii Rady Północnoatlantyckiej i nie mogą być przedmiotem szczegółowej analizy, kontroli, a nawet obserwacji ze strony Nowego Jorku. Zwłaszcza Siły NRF poddają się zarządzaniu i odpowiadają wyłącznie przed Radą Północnoatlantycką.

Osiem z osiemnastu misji ONZ jest realizowanych w Afryce. NATO zajmuje się transportem lotniczym ciężkich ładunków na potrzeby operacji w Kosowie i Afganistanie. Większość pozostałych to misje obserwacyjne. Żaden z tych ośmiu kryzysów afrykańskich nie zagraża bezpośrednio interesom strategicznym, ani bezpieczeństwu państw członkowskich NATO, ani też nie ma bezpośrednich konsekwencji związanych z terroryzmem międzynarodowym. Afryka – ogólnie mówiąc – pozostaje w gestii szerszej wspólnoty międzynarodowej – ONZ i Unii Afrykańskiej (UA). Kilka państw członkowskich NATO uczestniczy w tworzeniu potencjału UA w zakresie działań pokojowych. Kilku członków Sojuszu udzieliło już wsparcia ONZ w zakresie szybkiego reagowania, za pośrednictwem SHIRBRIG, chociaż nie obyło się przy tym bez wzbudzania zastrzeżeń politycznych i krytyki na najwyższych szczeblach w Nowym Jorku odnośnie do stosowania zachodnich mechanizmów przez Sekretarza Generalnego ONZ.

NATO musi zachować pewną strategiczną elastyczność. Powinno pozostawić zadania wojskowe wymagające zaangażowania znacznych potencjałów kadrowych reformującemu się ONZ i/lub bardziej skutecznym i zdolnym organizacjom regionalnym.

Pozdrawiam,
...Początek strony...
David


Drogi David,

Obawiam się, że nadal nie dostrzegam rozbieżności pomiędzy nami co do istoty sprawy. Sądzę, że moja propozycja spełnia wszystkie Twoje wymogi. Nie wymaga angażowania znacznych zasobów ludzkich i umożliwiłaby podejmowanie decyzji o misjach w Brukseli, zgodnie z polityką i procedurami NATO, indywidualnie w odniesieniu do każdego przypadku, na wniosek ONZ. Moja propozycja nie powtórzyłaby błędów popełnianych we wczesnych latach 1990., jako że nie sugeruję, że Rada Bezpieczeństwa ONZ powinna mieć prawo uchylania postanowień Rady Północnoatlantyckiej, ani że wolno będzie zmieniać mandat w trakcie danej misji. Nie wywołałaby także sprzeciwu państw spoza NATO tak długo, jak długo NATO będzie działać na wniosek Organizacji Narodów Zjednoczonych. Krytyka pod adresem SHIRBRIG została wywołana przede wszystkim przez fakt, że mówi się o tej formacji jako o brygadzie ONZ, czym ona nie jest.

Kryzys „humanitarny” szybko może przerodzić się w „strategiczny”, jeżeli media dojdą do wniosku, że Sojusz powinien się do niego odnieść.

W zglobalizowanym świecie argument, że Afryka nie leży w gestii NATO nie jest do utrzymania. Jeżeli upadające państwo w Afganistanie może służyć jako trampolina do przeprowadzenia rujnującego ataku na jednego z członków NATO za oceanem, równie dobrze może tak się stać z jakimś państwem w Afryce. Zapobieganie upadkowi państw i niweczenie zamiarów siatek terrorystycznych działających na kontynencie afrykańskim jest jak najbardziej w interesie strategicznym NATO, a wykorzystanie NRF zgodnie z założeniami, które przedstawiłem, przyczyniłoby się tej sprawie.

Zaproponowane przez Ciebie rozróżnienie na kryzysy „strategiczne” i „humanitarne” również jest niemożliwe do utrzymania. Kryzys „humanitarny” szybko może przerodzić się w „strategiczny”, jeżeli media dojdą do wniosku, że Sojusz powinien się do niego odnieść. Dokładnie tak stało się w Kosowie i z powodzeniem może wydarzyć się w Afryce. Wyobraź sobie, że rozwija się kolejne ludobójstwo na wzór wydarzeń w Rwandzie i tylko Siły Odpowiedzi są zdolne do podjęcia skutecznych działań w celu powstrzymania rzezi. Odmowa działania ze strony NATO wywołałaby katastrofę w jego public relations. Natomiast udana akcja przyniosłaby pochwały i poprawiły reputację oraz pokazałyby, że NATO pozostaje w XXI wieku niezastąpioną organizacją.



Pozdrawiam
...Początek strony...
Peter Viggo


Drogi Peter Viggo,

Panujące między nami różnice zdań odnoszą się do stopnia selektywności i automatyczności udzielania wsparcia operacji ONZ przez NATO. Afryka znajduje się w sferze zainteresowania, ale tylko bardzo selektywnie, czego dowodzi Darfur i natowski Dialog Śródziemnomorski. Operacja w Kosowie jedynie w części była humanitarna – była także problemem strategicznym na południowej flance NATO i potencjalnym problemem zarówno dla operacji w Bośni i Hercegowinie, jak i dla członków natowskiego Partnerstwa dla Pokoju na Bałkanach, a SHIRBERG był krytykowany w Nowym Jorku, ponieważ ONZ nie miał prawa wyboru dowódcy sił, a siły te tworzone były wyłącznie przez państwa zachodnie. Zamiast automatycznie zwracać się do NATO po wsparcie, ONZ powinien skoncentrować się na wzmacnianiu szerzej rozumianych zdolności operacyjnych.

NATO nie może być światowym żandarmem z przyczyn strategicznych, politycznych, historycznych i związanych z zasobami.

165 pozostałych państw członkowskich ONZ musi wnosić zwiększone środki i zdolności do puli zarządzania kryzysowego. Sama Organizacja Narodów Zjednoczonych musi lepiej wywiązywać się z mobilizowania i organizowania takich środków, a także ze współpracy z organizacjami regionalnymi i przyczyniania się do ich dalszego rozwoju. Udoskonalenia w zakresie szerszych zdolności międzynarodowych mogłyby obejmować tworzenie dodatkowych regionalnych formacji typu SHIRBRIG; udoskonalenie zdolności poszczególnych państw członkowskich, wypracowanie standardowych procedur operacyjnych w ONZ i organizacjach regionalnych, które byłyby kompatybilne ze sprawdzonymi procedurami NATO oraz ciągły dialog na szczeblu strategicznym, a także rutynowe wymiany poglądów i uaktualnianie danych przez sztaby zarządzania kryzysowego, jak obecnie w stosunkach NATO zarówno z Unią Europejską, jak i OBWE. NATO mogłoby zapewnić selektywne wsparcie w każdej z tych dziedzin.

Znaczące uzależnienie ONZ od NATO mogłoby mieć poważny wpływ na obiektywność tej globalnej organizacji w oczach jej państw członkowskich. NATO nie może być światowym żandarmem z przyczyn strategicznych, politycznych, historycznych i związanych z zasobami. Przede wszystkim, Sojusz musi zachować pewną elastyczność pod względem strategicznym. NATO pozostaje niezastąpioną organizacją w XXI wieku ze względu na skalę jej wkładu do pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego. Wkład ten obejmuje wspieranie działań pokojowych w trudnych warunkach bezpieczeństwa, strategiczne i operacyjne partnerstwo z Unią Europejską, strategiczny i operacyjny dialog z ONZ i OBWE, a także program Partnerstwa dla Pokoju. Poszczególne państwa członkowskie udzielają również wsparcia ONZ, Unii Europejskiej, Unii Afrykańskiej i innym organizacjom w ich działaniach pokojowych i dalszym rozwijaniu zdolności.



Pozdrawiam,
...Początek strony...
David


* Turcja uznaje Republikę Macedonii pod jej konstytucyjną nazwą.