Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Wiosna 2002 Poprzednie numery  |  Język
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Debata
 Recenzje
 Wywiad
 Felieton
 Opinie
 Sprawy
 wojskowe
 Mapa
 Autorzy
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania


wyślij ten artykuł do przyjaciela














































Opinie
Reagowanie kryzysowe

Stanley R. Sloan analizuje kryzys zaufania i zdolności wojskowych, z jakim NATO zmaga się w następstwie wydarzeń z 11 września.

W czasach zimnej wojny NATO przetrwało kilka “kryzysów”. W 1966 roku Francja wycofała się ze zintegrowanych struktur wojskowych Sojuszu. W 1979 r. Sojuszników podzieliła kwestia reakcji na radziecką inwazję w Afganistanie. Na początku lat 80. rozmieszczanie rakiet nuklearnych średniego zasięgu w Europie zintensyfikowało napięcia na linii Waszyngton - Europa Zachodnia. Obecnie Sojusz stoi w obliczu pierwszego kryzysu ery postzimnowojennej – wywołanego przez ataki terrorystyczne z 11 września przeciw Stanom Zjednoczonym.


Reakcja na wydarzenia z 11 września: Wojna z
terroryzmem zapewne przez wiele lat pozostanie
najważniejszym wyzwaniem

(© NATO)

Wcześniejsze wydarzenia były w znacznej mierze kryzysami wiary w siebie w ramach Sojuszu. Dzisiaj stoimy w obliczu kryzysu zaufania i kryzysu zdolności wojskowych. Stany Zjednoczone nie miały wystarczającego zaufania do Sojuszu, aby powierzyć mu znaczącą rolę w udzielaniu odpowiedzi na ataki terrorystyczne, nawet pomimo faktu, że Sojusznicy natychmiast zdecydowali o przywołaniu Artykułu V Traktatu Waszyngtońskiego, to jest zapisu o obronie zbiorowej. Pomimo udziału Wielkiej Brytanii w operacjach afgańskich oraz ofert wsparcia ze strony wielu innych członków NATO, europejscy Sojusznicy nie dysponowali zdolnościami wojskowymi, które umożliwiałyby znaczący udział w prowadzonych z wysokich pułapów, z wykorzystaniem najlepszej techniki, bombardowaniach, które Stany Zjednoczone prowadziły, aby przyczynić się do pokonania reżimu talibów w Afganistanie.

To, czy Sojusz przełamie opinię o swoim znikomym znaczeniu - a jest to przekonanie, które wzrosło od czasu ataku terrorystycznego z 11 września – będzie uzależnione od odpowiedzi na dwa pytania. Po pierwsze - czy Stany Zjednoczone zechcą i będą w stanie skłonić Sojusz do dalszej adaptacji misji NATO, tak aby w większym stopniu odpowiadała ona wyzwaniom terroryzmu. Po drugie - czy Sojusznicy europejscy uznają potrzebę takiej adaptacji i wyłożą środki na poprawę własnych zdolności w zakresie udziału w przyszłych operacjach antyterrorystycznych.

Pomimo, iż Waszyngton docenił powołanie się przez NATO na Artykuł V, Stany Zjednoczone zdecydowały się samodzielnie prowadzić operacje wojskowe i nie szukać sposobów wykorzystania sojuszniczych zintegrowanych struktur dowodzenia. Gdyby jednak Stany Zjednoczone poprosiły o ich wykorzystanie, taka prośba najprawdopodobniej wywołałaby u wielu Sojuszników poważne dylematy polityczne. Dyskusja dotycząca obszarów działania NATO została zasadniczo odłożona na bok, od czasów debat, które doprowadziły w 1999 roku do stworzenia nowej Koncepcji Strategicznej, dokumentu określającego strategię Sojuszu wobec wyzwań w zakresie bezpieczeństwa. Nie było zbyt wielkiego entuzjazmu, aby ponownie otwierać tę kwestię w samym środku kryzysu. Ponadto, Stany Zjednoczone w widoczny sposób preferowały zachowanie silnej kontroli nad operacjami wojskowymi.

Wsparcie ze strony NATO

Nie mniej jednak, NATO zostało poproszone o udostępnienie pewnej liczby usług, które miały wesprzeć wojnę z terroryzmem. 4 października Sojusznicy zgodzili się wzmocnić proces dzielenia się informacjami wywiadu w stosunkach dwustronnych i w ramach całego NATO; wspomagać Sojuszników zagrożonych terroryzmem odwetowym w wyniku prowadzonej kampanii przeciwko terroryzmowi: udzielić stałej zgody na wykorzystywanie ich przestrzeni powietrznej przez jednostki powietrzne USA i innych Sojuszników, biorące udział w operacjach przeciwko terrorowi; a także udostępnić lotniska i porty do wspierania takich operacji. Dodatkowo, Rada Północnoatlantycka zgodziła się, aby Sojusz rozmieścił elementy swoich Sił Morskich w regionie wschodniego basenu Morza Śródziemnego w celu zapewnienia obecności i demonstracji zdecydowania NATO. 8 października NATO ogłosiło, że samoloty Sojuszu typu AWACS będą rozmieszczone w Stanach Zjednoczonych, aby wesprzeć patrolowanie amerykańskiej przestrzeni powietrznej. To posunięcie uwolniło zasoby zbrojne USA i umożliwiło ich wykorzystanie w wojnie powietrznej przeciwko siłom talibów w Afganistanie – po raz pierwszy zasoby zbrojne NATO zostały wykorzystane jako bezpośrednie wsparcie w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych.

Reakcja NATO była chwalona i doceniona przez członków administracji USA. Dwa miesiące po atakach, amerykański ambasador w NATO, Nicholas Burns argumentował w International Herald Tribune, że NATO udzieliło zdecydowanej odpowiedzi na wyzwanie terroryzmu, a ta reakcja była dowodem na stale utrzymujące się znaczenie Sojuszu. W podsumowaniu Burns powiedział: "W sytuacji obecnego zaangażowaniu w walkę z terroryzmem, trudno byłoby sobie wyobrazić przyszłość bez Sojuszu i jego centralnej roli w wysiłkach podejmowanych w celu obrony naszej cywilizacji."

Atak terrorystyczny oraz działania niezbędne do przygotowania reakcji wojskowej w wieloraki sposób udowodniły sens przekształceń, jakim od wczesnych lat 90. poddawany jest Sojusz. NATO nie wyrzekło się kluczowego zobowiązania, które wynika z Artykułu V, ale zaczęło się przygotowywać do nowego rodzaju wyzwań w zakresie bezpieczeństwa, których - zdaniem członków Sojuszu - należało się spodziewać w XXI wieku. Wnioski odnośnie struktury sił zbrojnych były jasne: NATO potrzebowało zwiększenia liczebności sił zbrojnych, zdolnych do szybkiego przemieszczenia w rejony konfliktów poza granicami państw członkowskich, przygotowane do walki w różnorodnych warunkach topograficznych i klimatycznych, używających mieszanego uzbrojenia konwencjonalnego i broni typu high-tech.

Pomimo iż ataki z 11 września stanowiły podstawę powołania się na Artykuł V, reakcja wymagała sił i sposobów myślenia, które Sojusz starał się stworzyć i wypracować na wypadek tak zwanych “zagrożeń spoza Artykułu V”. NATO formalnie uznało ten fakt w grudniu ubiegłego roku, kiedy ministrowie obrony narodowej stwierdzili, że – w ramach Inicjatywy w sprawie Zdolności Obronnych (DCI) - NATO poprawiło swoją zdolność w zakresie reagowania na terroryzm, ale “należy uczynić znacznie więcej ... szczególnie w zakresie zdolności do ochrony własnych sił, zdolności do szybkiego przemieszczania, identyfikacji w warunkach bojowych, wywiadu, obserwacji i określania celów ...”

Przygotowując i przeprowadzając operacje w Afganistanie, administracja USA szukała pomocy Sojuszników głównie poprzez kanały dwustronne. W tygodniach, które nastąpiły po atakach terrorystycznych, niektórzy urzędnicy Pentagonu w prywatnych wypowiedziach umniejszali fakt formalnego powołania się przez NATO na zapis o wzajemnej obronie i narzekali, iż Sojusz nie był przygotowany do nowych wyzwań wynikających z wojny z terrorem. W międzyczasie, niektórzy członkowie NATO wyrażali przekonanie, że Stany Zjednoczone nie cenią lub nie życzą sobie ich potencjalnego wkładu w walkę z terroryzmem. Chociaż wielu Sojuszników, w tym Niemcy, deklarowało udział swoich sił zbrojnych w kampanii antyterrorystycznej, te ważne zobowiązania poszczególnych państw nie przełożyły się na bezpośredni udział Sojuszu w tej kampanii.

Odmienne poglądy wynikają z fundamentalnie różniących się doświadczeń historycznych, tradycji politycznych i wojskowych oraz dostępnego potencjału i zdolności sił zbrojnych.

Dlatego też, pierwsza reakcja NATO pozostawiła bez odpowiedzi wiele pytań dotyczących przyszłych odpowiedzi Sojuszu na wyzwanie terroryzmu i inne kwestie, w obliczu, których stanął Sojusz. Czy państwa natowskie postąpią zgodnie z zobowiązaniem zawartym w Artykule V., angażując środki, które będą pomocne w prowadzeniu dalekosiężnej i długotrwałej kampanii zwalczającej międzynarodowy terroryzm? Czy struktury współpracy NATO okażą się pomocne, czy też Stany Zjednoczone będą postrzegać je jako źle dostosowane i nie pomocne w prowadzeniu tych typów operacji, jakie wymagane są w wojnie z terrorem? Jak nowy układ stworzony przez ataki terrorystyczne i ich następstwa wpłynie na inne kwestie, które są kluczowe dla Sojuszu, włączając w to przyszłą rolę NATO na Bałkanach, koordynację stanowisk USA, pozostałych państw sprzymierzonych i NATO wobec obrony przeciwrakietowej, stosunków z Rosją, kontynuacji procesu rozszerzenia, rozwoju Wspólnej Europejskiej Polityki w zakresie Bezpieczeństwa i Obrony?

Niewielu podaje w wątpliwość, jak ważne będzie zapewnienie jedności i siły członków wspólnoty atlantyckiej wobec podstępnej groźby terroryzmu, która uderzyła w serce Ameryki 11 września ubiegłego roku, i która uderzy ponownie, jeżeli otrzyma taką szansę. Pierwsza reakcja NATO na ataki była imponująca i stosowna, ale – być może – odzwierciedlała także pewne ograniczenia Sojuszu, które wpłyną na jego przyszłą rolę.

Po pierwsze, to oczywiste, że Sojusznicy muszą prowadzić “wojnę” z terroryzmem, wykorzystując metody, które będą skuteczne wobec zagrożeń terroryzmu, a jednocześnie nie będą podważać fundamentalnych swobód demokratycznych, ani nie zagrożą przyszłej współpracy pomiędzy państwami członkowskimi. Ostatecznie, Sojusz w dużej mierze przestałby być sobą, jeżeli poświęciłby swoje przywiązanie do wartości wyrażonych w Traktacie Waszyngtońskim. Ekstremalny charakter tych ataków i groźba przyszłych tragicznych wydarzeń dotychczas pomagały przełamywać w państwach członkowskich opór przeciwko wprowadzeniu środków antyterrorystycznych. Nie mniej jednak, każde z państw członkowskich ma nieco inne nastawienie wobec ochrony indywidualnych swobód i, w konsekwencji, zwiększona ingerencja wywiadu i służb bezpieczeństwa w codzienne życie obywateli w państwach NATO może stać się źródłem zadrażnień i kontrowersji.

Poza tym, większość obserwatorów śledzących kwestie bezpieczeństwa pamięta debaty prowadzone w latach 90., w których Stany Zjednoczone przedstawiały wizję mandatu NATO sprawowanego bez sztucznych ograniczeń geograficznych, podczas gdy wiele państw europejskich chciało zapobiec wyłonieniu się “nieograniczonej” roli Sojuszu w zakresie zmagania się z przyszłymi zagrożeniami bezpieczeństwa. Wydarzenia z 11 września pokazały, że Stany Zjednoczone miały rację odnośnie charakteru przyszłych zagrożeń bezpieczeństwa euroatlantyckiego, w tym sensie, że większość tych zagrożeń ma korzenie poza Europą i trzeba z nimi walczyć daleko od granic NATO.

Odmienne poglądy

Jednakże, nadal wśród państw NATO utrzymują się odmienne opinie odnośnie optymalnych instrumentów, które należy stosować przeciwko tym różnorodnym zagrożeniom. Te różnice wynikają z fundamentalnie różniących doświadczeń historycznych, tradycji politycznych i wojskowych oraz dostępnego potencjału i zdolności sił zbrojnych. Francja i Wielka Brytania kierują się filozofią angażowania swoich sił zbrojnych daleko poza granicami kraju i globalnym, strategicznym punktem widzenia. Jednocześnie, niemieckie koncepcje i perspektywy nadal będą ograniczać rolę sił zbrojnych RFN poza granicami państwa, pomimo dramatycznego postępu osiągniętego przez Berlin od zakończenia zimnej wojny w zakresie przełamywania nieaktualnych ograniczeń dotyczących użycia niemieckich sił zbrojnych. Odmienne role i poglądy będą w konkretnych sytuacjach utrudniać zarówno osiąganie porozumienia, jak i współpracę.

Po ataku terrorystycznym, Charles Grant z londyńskiego Centrum ds. Reformy Europejskiej napisał w The Independent, że decyzja USA o niewykorzystywaniu NATO do prowadzenia operacji wojskowych przeciwko celom terrorystycznym w Afganistanie oznaczała, że “Mało prawdopodobne jest, aby Stany Zjednoczone zechciały kiedykolwiek wykorzystać NATO do prowadzenia kolejnej prawdziwej wojny”. Trudno zdecydować o trafności tej oceny. Waszyngton prawdopodobnie nie poprosił NATO o kierowanie akcjami wojskowymi w Afganistanie, ponieważ nie chciał powtórzenia doświadczeń z Kosowa, gdzie amerykańskie wysiłki zmierzające do zarządzania konfliktem były utrudniane przez krytykę wobec amerykańskiej strategii określania celów, prowadzoną przez pozostałe państwa sprzymierzone. Zaniepokojenie urzędników Pentagonu odnośnie ograniczonej użyteczności NATO zostało najwidoczniej przyjęte jako wytyczne w Waszyngtonie i USA nawet nie poprosiły pozostałych państw członkowskich NATO o wyznaczenie Sojuszowi bardziej znaczącej roli.

Po stronie europejskiej, urzędnicy Sojuszu narzekali, że - po tym, jak państwa europejskie wyraziły swoje poparcie i chęć wniesienia wkładu - Stany Zjednoczone, w znacznej mierze, postępowały zgodnie z zasadą rozdzielania, a nie wspólnego wywiązywania się ze zobowiązań. Według doniesień prasowych, ta sytuacja wywołała irytację wśród liderów europejskich, którzy - udzieliwszy swojego silnego poparcia politycznego – czuli się zakłopotani faktem, że najpierw przywołano Artykuł V., a następnie pozostawiono ich na ławce rezerwowych.

W pewnym stopniu, sytuacja ta wynikała z czynników, za które należy winić samych Europejczyków. Po pierwsze, w większości, nie mieli oni znaczących atutów wojskowych, które umożliwiłyby im udział w pierwszej fazy kampanii w Afganistanie, która opierała się głównie na wykorzystaniu precyzyjnie sterowanych bojowych środków rażenia z powietrza. Po drugie, wysocy rangą urzędnicy amerykańscy mieli pełną świadomość wyrażanych w przeszłości, sprzeciwów niektórych państw NATO wobec angażowania sił zbrojnych Sojuszu w operacje wojskowe poza granicami państw członkowskich; nie mówiąc o operacjach prowadzonych poza Europą.

Z drugiej strony, Stany Zjednoczone być może przeoczyły szansę na to, aby – po atakach z 11 września – przekonać Sojusz do wykroczenia poza zapisy Koncepcji Strategicznej z 1999 roku. Uwzględniając powołanie się na Artykuł V oraz otwarcie wyrażoną wolę wielu państw członkowskich NATO, aby zaangażować swoje siły wojskowe w wojnę z terroryzmem, można stwierdzić, że był obecny polityczny konsens, który mógł być wykorzystany do rozszerzenia horyzontów NATO i stworzenia nowych mechanizmów umożliwiających przyszłe zaangażowanie Sojuszu. To nadal jest możliwe. Jednak dążenie do bardziej zdecydowanego zaangażowania NATO w operacje antyterrorystyczne, staje się coraz trudniejsze, w miarę jak upływa czasu, cichnie przerażenie, oraz słabnie współczucie i przekonanie o jedności, wzbudzone wydarzeniami z 11 września.

Jeżeli jednak wojna z międzynarodowym terroryzmem pozostanie przez kilka lat w centrum uwagi amerykańskiej polityki bezpieczeństwa, zdolność NATO do wspomagania rozwiązań może w znaczący sposób wpłynąć na amerykańskie poglądy dotyczące użyteczności Sojuszu. Poradzenie sobie z tym wyzwaniem – pierwszym prawdziwym “kryzysem” NATO w XXI wieku – będzie wymagać mądrej polityki po obu stronach Atlantyku. Stany Zjednoczone będą musiały wykazać się ostrożnością prosząc Sojuszników o to, co są oni w stanie zrobić. Jednocześnie, pozostałe państwa NATO muszą unikać wrażenia, że nie wspierają USA w reakcji na zagrożenie terroryzmem.

Czyniąc zbyt mało, NATO ryzykuje, że Stany Zjednoczone stracą zainteresowanie Sojuszem. Słaba organizacja i niegotowość do działania członków Unii Europejskiej, widoczne na grudniowym posiedzeniu Rady Europejskiej, a także porażka większości państw unijnych w zakresie wydatkowania dodatkowych środków na obronę, są interpretowane w Waszyngtonie jako brak poważnych zamiarów i wysiłku. Z drugiej strony, amerykańskie starania, aby skłonić Sojusz do wykroczenia poza polityczny konsens odnośnie misji NATO, mogłyby stworzyć podziały wśród Sojuszników, a nawet niepokoje wewnętrzne w niektórych państwach członkowskich. Tak czy inaczej, wojna z międzynarodowym terrorem prawdopodobnie na wiele lat pozostanie jednym z podstawowych czynników definiujących polityczne i strategiczne warunki, w jakich państwa NATO będą zmagać się z każdą kwestią podnoszoną na forum Sojuszu.

Stanley R. Sloan jest dyrektorem Inicjatywy Wspólnoty Atlantyckiej, gościnnym wykładowcą w Middlebury College, w Vermont, a także autorem oczekiwanej wkrótce pozycji książkowej ‘NATO, the European Union and the Atlantic Community: The Transatlantic Bargain Reconsidered’ (Rowman and Littlefield).

...Początek strony...