Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Wiosna 2002 Poprzednie numery  |  Język
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Debata
 Recenzje
 Wywiad
 Felieton
 Opinie
 Sprawy
 wojskowe
 Mapa
 Autorzy
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania


wyślij ten artykuł do przyjaciela



































































































































































































































































































































Debata
Czy NATO pozostanie efektywnym sojuszem wojskowym i politycznym, jeżeli będzie nadal się rozszerzać?
Ronald D. Asmus           KONTRA              Charles Grant

Ronald D. Asmus pełni funkcję senior fellow w Radzie ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations) (www.cfr.org). W latach 1997 – 2000 był podsekretarzem ds. europejskich w Departamencie Stanu, gdzie odpowiadał za NATO i europejską problematykę bezpieczeństwa. Jest autorem Opening NATO’s Door (Columbia University Press) – dyplomatycznej historii rozszerzania NATO, która ukaże się jeszcze w tym roku.

Charles Grant jest dyrektorem londyńskiego Centrum ds. Reformy Europejskiej (Centre for Europen Reform) (www.cer.org.uk). Jest autorem kilku publikacji CER, włączając Europe 2010: an optimistic vision of the future and Europe's Military Revolution, której pozostałymi współautorami byli Gilles Andréani and Christoph Bertram.

TAK

NIE

Drogi Charles,

Nie mogę się doczekać tej wymiany poglądów. Jako zwolennik zarówno rozszerzenia, jak i efektywności NATO, od dawna mam poczucie, że o tej kwestii należy rozmawiać otwarcie i szczerze.

Oczywiście, NATO może zachować efektywność, dalej się rozszerzając. Czy tak się stanie, to kwestia, do której przejdę za chwilę. Ale - po kolei. Zasadniczo, na pewno dobrze jest mieć więcej proatlantycko nastawionych sojuszników. Minione tury rozszerzenia wzmocniły, a nie osłabiły NATO. Poza tym, państwa kandydackie z Europy Środkowej i Wschodniej są częściej bardziej entuzjastycznie nastawione do NATO niż niektórzy obecni członkowie.

Strategicznym celem rozszerzenia NATO było przezwyciężenie zimnej wojny w Europie, skonsolidowanie demokracji w Środkowej i Wschodniej Europie oraz uczynienie Sojuszu kamieniem węgielnym nowej struktury paneuropejskiej. To sugerowało, że Sojusz zamierza ostatecznie objąć, jeśli nie całą wschodnią połowę kontynentu, to przynajmniej jej większą część. Pojedyncze kraje pozostaną poza Sojuszem z powodu niespełnienia wymagań, albo z wyboru - ze względu na własne uwarunkowania historyczne. Nie mniej jednak - podobnie jak w przypadku Unii Europejskiej - ostateczny zarys Sojuszu będzie odzwierciedlać współczesny kształt Europy. Dlatego też, Sojusz będzie docelowo obejmować 25 do 30 państw.

Jednak nie jest to pełna odpowiedź na postawione nam pytanie: czy dzisiejsze NATO - w praktyce, a nie w teorii - wzmocni się w wyniku rozszerzenia, zwłaszcza jeżeli na tegorocznym Szczycie w Pradze przyjmiemy dużą liczbę kandydatów. Moja odpowiedź brzmi następująco: tak duży Sojusz może funkcjonować efektywnie, jeżeli uda nam się we właściwy sposób zmierzyć z następującymi trzema wyzwaniami.


Po pierwsze, musimy zastanowić się, jak usprawnić działanie tak poszerzonego Sojuszu. Może należy unowocześnić procedury natowskie – nie wykluczone, że potrzebne jest tu radykalne działanie. Musimy o tym otwarcie rozmawiać, nie uznając tematów tabu. Uderzające, że Unia Europejska prowadzi znacznie bardziej daleko idącą debatę o tym, jak będzie funkcjonować po przeprowadzeniu rozszerzenia, gdy tym czasem w NATO tylko się o tym szepcze. Wydaje mi się, że rozumiem tę ostrożność. Jeżeli jednak nie jesteśmy w stanie zaprząc do tej debaty biurokratycznych struktur NATO, może powinniśmy stworzyć “zespół mędrców”, którzy przeanalizowaliby tę kwestię – przed Szczytem w Pradze.

Przyszła efektywność NATO będzie zależała przede wszystkim od sposobu funkcjonowania jej członków – starych i nowych – oraz od ich zdolności wojskowych

Po drugie, przyszła efektywność NATO będzie zależała przede wszystkim od sposobu funkcjonowania jej członków - starych i nowych - oraz od ich zdolności. Prawda jest taka, że funkcjonowanie pierwszej trójki nowych członków nie jest tak dobre, jak oczekiwaliśmy. A wiele państw, które obecnie kandydują do NATO, jest mniejszych i słabszych niż oni. Potrzebny jest nam lepszy system udzielania pomocy nowym członkom, tak aby nie schodzili oni z raz obranej drogi, po wstąpieniu do Sojuszu, kiedy zacznie słabnąć presja zmuszająca ich do wysiłku. Ale bądźmy uczciwi. Musimy także wypracować lepszy system motywowania dotychczasowych członków, aby oni również funkcjonowali we właściwy sposób. Większość obecnych słabości NATO nie jest zawiniona przez nowych członków, ale wynika z nienajlepszego funkcjonowania starych członków w ostatnich latach.

Po trzecie, kluczową kwestią dotyczącą przyszłości jest, moim zdaniem, nie liczebność, ale cel NATO. Nie lista obecności, ale lista argumentów uzasadniających działanie. W latach 90. NATO przeszło ewolucję od sojuszu amerykańsko-zachodnioeuropejskiego, mającego na celu powstrzymanie szczątkowego zagrożenia ze strony Rosji, do sojuszu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a całą Europą, który wyciągnął rękę do niegdysiejszego wroga z czasów zimnej wojny - tj. do Rosji - oraz zreorganizował się tak, aby stawić czoło nowym zagrożeniom. Już w tym czasie niektórzy z nas podnosili kwestię dalszej ewolucji NATO po ewentualnym ustabilizowaniu Europy Środkowej i Wschodniej i skierowaniu stosunków z Rosją na nowe tory współpracy.

Ten dzień być może już nastąpił. Niedalecy jesteśmy od odniesienia sukcesu w zakresie konsolidacji pokoju i stabilności we wschodniej części kontynentu. Wciąż maleje niebezpieczeństwo, iż Rosja odrodzi się jako zagrożenie dla jej sąsiadów. Chociaż nadal istnieją źródła niestabilności w obszarze euroatlantyckim, nie stanowią już one poważnych lub egzystencjalnych zagrożeń dla jego bezpieczeństwa. To, naturalnie, dobre wieści. Jednakże, 11 września udowodnił, że istnieją inne egzystencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa członków NATO – ale pochodzą one spoza Europy, a Sojusz jest na nie słabo przygotowany.

Dlatego też NATO stoi przed fundamentalnym wyborem. Może nadal koncentrować się na zmniejszaniu zagrożeń w obrębie regionu euroatlantyckiego. Wtedy jego misją będzie, w zasadzie, dalsze utrzymywanie stabilizacji dosyć już stabilnego kontynentu. Alternatywą jest transformacja Sojuszu, która umożliwiłaby mu stawienie czoła głównym współczesnym zagrożeniom dla bezpieczeństwa – z których prawie wszystkie pochodzą spoza Europy. W tym przypadku NATO pozostałoby sojuszem wojskowym, ale skoncentrowałoby się na nowych zagrożeniach militarnych stojących przed jej członkami.

To są sprawy ogromnej wagi. Cieszę się, że będę mógł o nich z Tobą porozmawiać.

Pozdrawiam Cię,
...Początek strony...
Ron


Drogi Ron,

Zgadzam się z Tobą, że NATO jest wartościową organizacją, która niezbędnie potrzebuje reformy. Zgadzam się także, że poszerzenie Sojuszu o kraje Europy Środkowej i Wschodniej jest pożądane. NATO, podobnie jak Unia Europejska, pomaga rozszerzać pokój, bezpieczeństwo i stabilność we wschodniej części kontynentu. Nie mniej jednak, wątpię, czy nowe, rozszerzone NATO będzie silną organizacją wojskową.

Kiedy mówisz o sile NATO, masz na myśli siłę wojskową. Ja uważam, że Sojusz pozostanie znaczącą siłą polityczną, ale jego siła wojskowa już uległa zmniejszeniu i proces ten będzie się pogłębiał. Naturalnie, Sojusz zawsze miał cele zarówno wojskowe, jak i polityczne. Od zakończenia zimnej wojny NATO wzięło na siebie zadanie o charakterze wojskowym – zaangażowało się w misje pokojowe na Bałkanach. Jednak, generalnie, wzrosła polityczna rola Sojuszu - jako paneuropejskiej organizacji bezpieczeństwa. W roku 1997 Stany Zjednoczone skłoniły swoich sojuszników do zaakceptowania trzech nowych członków, podobnie jak dziś skłania ich do przyjęcia na listopadowym Szczycie w Pradze kilku nowych państw, które mają być włączone do euroatlantyckiego obszaru politycznego.

Jednak, jak sam przyznajesz, Czesi, Węgrzy i Polacy bardziej uszczuplają, niż wzmacniają efektywność wojskową Sojuszu. Następna tura rozszerzenia także przyczyni się do osłabienia spójności i efektywności tej organizacji wojskowej. Obecna administracja Busha - podobnie jak administracja Clintona, w której służyłeś - wierzy, że polityczny zysk wynikający z rozszerzenia jest ważniejszy, niż strata w dziedzinie wojskowej. Ja się z tym zgadzam. 

To, co stało się po 11 września bez wątpienia wzmocniło długoterminowy trend ewolucji NATO w kierunku organizacji o charakterze bardziej politycznym. Administracja Busha nie chciała, aby NATO wzięło udział w wojnie w Afganistanie. Po części w całkiem uzasadniony sposób - wynikało to z tego, że Sojusz nie dysponował zdolnościami wojskowymi, jakie mogłyby być wykorzystane w wojnie z talibami i al Kaidą. Przyczyna tkwiła jednak także w tym, że wiele osób w Pentagonie postrzega NATO jako stosunkowo marginalną, europejską organizację. Wykorzystali ją do prowadzenia kampanii lotniczej nad Kosowem i Serbią w 1999 roku, ale byli rozczarowani powolnym tempem prac licznych komitetów NATO które umożliwiły pojedynczym państwom, takim jak Francja, wetowanie bombardowania poszczególnych celów.

Wojskowe zadania NATO są z pewnością mniej ważne niż jego rola polityczna

Mało prawdopodobne jest, aby Stany Zjednoczone zechciały kiedykolwiek wykorzystać NATO do prowadzenia kolejnej prawdziwej wojny. Prawdopodobnie zechcą raczej same kierować operacją wojskową, być może zapraszając jedynie paru bliskich sojuszników do struktury dowodzenia. Stany Zjednoczone oczywiście cieszą się z pokojowej misji NATO na Bałkanach. Jednak, Unia Europejska zacznie niebawem przejmować część tych zadań, chyba że zupełnie nie powiedzie się osiągnięcie jej szeroko obwieszczanego celu (headline goal) – osiągnięcia do 2003 r. zdolności do rozmieszczania i utrzymania przez rok sił zbrojnych liczących 60 tysięcy żołnierzy. Już istnieją plany zastąpienia NATO przez Unię Europejską w zakresie dowodzenia tysiącem wojskowych (w całości z europejskich sił zbrojnych) w byłej Jugosłowiańskiej Republice Macedonii* .Jeżeli Unia Europejska dobrze wywiąże się z tego zadania, może w przyszłości przejąć misję w Bośni. Administracja Busha jasno wyraziła swój pogląd, że Europejczycy powinni wziąć na siebie więcej odpowiedzialności za swój region, i wydaje się to dosyć uzasadnione.

NATO być może będzie pozostawione do prowadzenia tych misji pokojowych, które Unia Europejska uzna za zbyt trudne, np. w Kosowie. Czy w tych warunkach NATO byłoby postrzegane jako silna organizacja wojskowa, w porównaniu z tym Sojuszem, który bronił Europy przed Związkiem Radzieckim lub walczył w operacji powietrznej nad Kosowem?

Naturalnie, nie będę twierdził, że rola NATO jako organizacji, która prowadzi misje pokojowe jest nieistotna. Cenię także rolę, jaką NATO odgrywa w zakresie motywowania swoich członków do zwiększania interoperacyjności sił zbrojnych, co ma umożliwić im komunikowanie się i współpracę we wspólnych misjach. Jeżeli Unia Europejska będzie w stanie z sukcesem prowadzić misję pokojową na Bałkanach, wykorzysta umiejętności planistów operacyjnych NATO. Będzie również odwołać się do norm współpracy, które zostały wypracowane w zintegrowanych strukturach militarnych NATO, zarówno wśród członków, jak i w kontaktach z państwami, które nie są częścią zintegrowanej struktury wojskowej, ale brały udział w operacjach prowadzonych przez NATO – szczególnie mam tu na myśli Francję i neutralnych członków Unii Europejskiej.

Nie mniej jednak, wojskowe zadania NATO - w zakresie prowadzenia misji pokojowych oraz rozbudzania tkwiących w zalążku wojskowych ambicji Unii Europejskiej – są z pewnością mniej ważne niż jego rola polityczna: podtrzymanie zaangażowania Stanów Zjednoczonych w sprawę bezpieczeństwa w Europie; wspomaganie procesu jednoczenia dwu części Europy; a także – mam nadzieję, że taka jest przyszłość – przyznanie Rosji formalnej roli w zakresie zarządzania sprawami bezpieczeństwa w Europie. Obiecująca jest idea zgłoszona przez premiera Wielkiej Brytanii, Tony Blaira, tj. powołanie nowej rady składającej się z 19 członków NATO oraz Rosji, umożliwiającej dyskusję o kwestiach wspólnej troski. Z przykrością stwierdzam, że konserwatywne elementy w Pentagonie opóźniają – jak na razie – realizację tej koncepcji.

Przyszłość NATO widzę w stopniowym przekształcaniu się w paneuropejską organizację bezpieczeństwa, z zachowaniem struktury wojskowej. Ta struktura byłaby przede wszystkim skoncentrowana na problemach Europy i niedalekich regionów poza nią. Wydaje się, że Ty życzyłbyś sobie, żeby NATO odgrywało aktywną, globalną rolę w walce przeciwko terroryzmowi. Czy NATO jest właściwą organizacją, aby podjąć się tego zadania? A jak wiele osobistości z amerykańskich kręgów obronnych podziela Twoją opinię?

Pozdrawiam Cię,
...Początek strony...
Charles


Drogi Charles,

To, czy powiększone NATO pozostanie silne wojskowo, czy stanie się słabsze zależy od tworzonej przez nas polityki. Nie ma żadnej zasady rządzącej polityką Sojuszu, która dyktowałaby osłabienie wojskowe jako pochodną rozszerzenia. Nowi członkowie mieli większe problemy z integracją, niż oczekiwaliśmy, ale nie osłabili NATO. Wnoszą znaczący wkład na Bałkanach, i poza nimi. Ten wkład będzie z czasem rosnąć. Państwa te musiały walczyć o swoją wolność i, w związku z tym, rozumieją konieczność jej obrony.

Naprawdę jednak różnimy się w odmiennej kwestii. Ty sugerujesz, że rola NATO stanie się bardziej polityczna, ponieważ znikają zagrożenia w Europie, a angażowanie się w związku z nowymi zagrożeniami poza Europą byłoby niepożądane lub za trudne dla NATO. Ja uważam, że NATO musi odnieść się do tych nowym zagrożeń. Sądzę, że "polityczne NATO", którego wizję kreślisz, szybko byłoby zredukowane do roli gosposi domowej na kontynencie. Jeżeli NATO nie zaangażuje się w główne kwestie strategiczne, przed którymi stoją nasze państwa, przestanie pełnić centralną rolę w naszych działaniach politycznych. "Polityczne NATO" to wstęp do abdykacji Sojuszu.

Administracja, w której służyłem, pracowała nad stworzeniem wizji NATO, w ramach której – po ustabilizowaniu Europy Środkowej i Wschodniej oraz definitywnym stworzeniu nowych form współpracy z Rosją – Sojusz w naturalny sposób ewoluowałby w kierunku podejmowania nowych misji nieco dalej od swych granic, bo właśnie stamtąd nadchodziłyby przyszłe zagrożenia. Staraliśmy się stworzyć podstawy tak ukierunkowanego rozwoju NATO w przededniu Szczytu Waszyngtońskiego, w 1999 r., ale odnieśliśmy umiarkowany sukces, ponieważ większość naszych sojuszników w Europie wolała ograniczyć rolę NATO do operacji związanych z zarządzaniem kryzysowym w bliskim sąsiedztwie Europy.

Nie ma żadnej zasady rządzącej polityką Sojuszu, która dyktowałaby osłabienie wojskowe jako pochodną rozszerzenia
Czyż 11 września nie udowodnił, że nie byliśmy dostatecznie dalekowzroczni?
Przewidziane w Artykule V zagrożenia dla naszego bezpieczeństwa nie pochodzą wyłącznie, czy nawet - przede wszystkim z bliskiego sąsiedztwa Europy. Mogą pochodzić spoza Europy, ze strony terroryzmu oraz państw posiadających broń masowego rażenia. W świecie gdzie zamachy terrorystyczne są obmyślane w Europie, finansowane w Azji, a wykonywane w Stanach Zjednoczonych, nie bardzo ma sens ograniczanie działań NATO do bliskiego sąsiedztwa Europy. Co zrobi Europa, gdyby terroryści uderzyli w jakieś wielkie miasto europejskie z wykorzystaniem broni masowego rażenia?

Mam nadzieję, że 11 września było przebudzeniem. W krótkim czasie po atakach terrorystycznych uczestniczyłem w Waszyngtonie w kolacji z ministrem spraw zagranicznych jednego z czołowych państw w Europie. Zapytał mnie on, czy przyszli historycy nie będą krytykować naszych przywódców za ich błogie samozadowolenie, w którym zezwolili na atrofię naszych sił zbrojnych w czasach, gdy rodziły się nowe totalitarne zagrożenia. Być może miał rację. Na Szczycie Waszyngtońskim szefowie państw i rządów NATO zobowiązali się do budowania Sojuszu, który równie skutecznie radziłby sobie z zagrożeniami XXI wieku, jak w przeszłości poradził sobie z wygraniem zimnej wojny. Jeżeli poważnie traktujemy to zobowiązanie, musimy przekształcić NATO w bardziej efektywne narzędzie do zmagania się z zagrożeniami naszych czasów.

Jak wielu w Waszyngtonie podziela moją opinię? Ich liczba przewyższa liczbę tych, którzy popierali rozszerzenie NATO w czasach, gdy – razem z innymi – byłem jego adwokatem. Poważniej mówiąc, nadal mam nadzieję, że administracja Busha będzie budować na odziedziczonych przez nią podstawach i uczyni nowe zadania NATO centralnym tematem Szczytu w Pradze. Błędem byłoby porzucanie takiej polityki dokładnie w chwili, gdy Europejczycy akceptują jej konieczność. Od dziesięcioleci Stany Zjednoczone zachęcały wszystkich europejskich sojuszników do odgrywania bardziej aktywnej roli poza swoim regionem. Obecnie, po 11 września, bardziej - a nie mniej - potrzeba nam sojuszników i sojuszy.

Uważam, że administracja Busha zmarnowała szansę, aby po 11 września skonsolidować porozumienie w NATO w odniesieniu do nowych zadań Sojuszu. Problemem nie są jednak wyłącznie unilateralistyczne instynkty tej administracji. Jest nim powtarzające się uchylanie się Europy od inwestowania w obronę oraz od poważniejszego traktowania nowych zagrożeń. Jednym z moich najbardziej przygnębiających obowiązków w Departamencie Stanu było czytanie raportów o tym, jak – rok po roku – europejscy sojusznicy nie spełniają celów NATO w zakresie wielkości sił zbrojnych i jak mało obchodzi to rządy i opinię publiczną w Europie. Im poważniej Europejczycy odniosą się do spraw obrony, tym poważniej będą traktowani w Waszyngtonie.


Pozdrawiam Cię
...Początek strony...
Ron



Drogi Ron,

Chciałbyś dać NATO globalną, militarną rolę w zakresie radzenia sobie z nowymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o to, czy ewolucja we wskazanym przez Ciebie kierunku byłaby pożądana – tu nasze poglądy tak bardzo się nie różnią. Jednak, ja poważnie wątpię, czy to jest realne. Zastanówmy się wpierw nad zasięgiem geograficznym NATO. Masz rację, że współczesne zagrożenia dla Europy mają charakter globalny. Amerykanie często oskarżają Europejczyków o introwertyzm i troszczenie się wyłącznie o swoje podwórko. To prawda, że wielu Europejczykom brakuje globalnej wizji charakterystycznej dla amerykańskich elit z dziedziny polityki zagranicznej. Także, bądźmy szczerzy, nadmierne koncentrowanie się na bliskim sąsiedztwie Europy jest szczególnym problemem w niektórych mniejszych państwach Unii Europejskiej.

NATO może nie potrzebuje ekstrawaganckiego Konwentu, na wzór tego, który stworzyła Unia Europejska w celu ponownej analizy swoich instytucji. My potrzebujemy grupy mądrych ekspertów, którzy powinni przemyśleć fundamentalne kwestie dotyczące metod dalszego funkcjonowania NATO.

A jednak to Europejczycy, nie Amerykanie, wysłali oddziały do Timoru Wschodniego. W Afryce byli żołnierze brytyjscy i francuscy – nie było Amerykanów. Nawet w Kabulu, Międzynarodowe Siły Wspierania Bezpieczeństwa są w znacznej mierze europejskie. Nie przesadzajmy więc z europejskim introwertyzmem politycznym. To stwierdziwszy, należy dodać, że Europejczycy muszą ustalać priorytety w zakresie użycia swoich za małych zdolności wojskowych. Kiedy zastanawiają się, dokąd posłać swoje oddziały, o których głośno będzie na pierwszych stronach gazet, myślą o Bałkanach i o Afryce. Jeżeli uwzględnimy, że Amerykanie nie mają interesów w Afryce i chcą ograniczyć zaangażowanie na Bałkanach – te europejskie priorytety wydają się uzasadnione. Jako że Europejczycy nie mają wystarczających środków, aby rozwijać odrębne siły i planowanie dla misji prowadzonych przez Unię Europejską i przez NATO, niezbyt sensowne jest, że NATO – organizacja, poza dwoma wyjątkami, złożona z państw europejskich – koncentruje się na punktach zapalnych w Kaszmirze, Korei i Tajwanie.

Obecnie, gdyby administracji Busha zależało na zaangażowaniu NATO w operacje wojskowe w miejscach takich jak Afganistan, ten argument uległby zmianie. Jednak, o ile mi wiadomo, administracja chciałaby, żeby NATO “opiekowało się” Europą, podczas gdy nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa byłyby rozwiązywane w ramach jednostronnych operacji lub pozostawione dla koalicji ochotników.

. “Podział pracy” nie dotyczy wyłącznie stref geograficznych. Podzielam Twoją frustrację, wywołaną tym, że wysiłki europejskie zmierzające do rozwoju użytecznych zdolności wojskowych są podważane przez skromność budżetów i – co bardziej istotne – przez nieadekwatne reformy wojska. To rzeczywiście sprawia, że Amerykanom coraz trudniej jest współpracować z europejskimi siłami zbrojnymi w warunkach intensywnych konfliktów. Zgadam się z Tobą, że to rozbija spójność Sojuszu, ale rzeczywistość jest taka, że w przewidywalnej przyszłości zdolności wojskowe Europejczyków nie poprawią się w żaden gwałtowny sposób. Być może powinniśmy pogodzić się z tym, że znaczący “podział pracy” jest nieunikniony i jak najlepiej go wykorzystać. Państwa po jednej stronie Atlantyku mogą robić to, na co nie mają ochoty te po drugiej: Europejczycy chętnie dostarczają duże liczebnie oddziały sił pokojowych, podczas gdy Stany Zjednoczone bez problemu wydają pieniądze na wysoce zaawansowany technicznie sprzęt wojskowy. Dlatego obie strony wzajemnie siebie potrzebują. To może sprzyjać spójności Sojuszu.

Na zakończenie, Ty życzyłbyś sobie, żeby Sojusz skoncentrował się na nowych zagrożeniach w dziedzinie bezpieczeństwa, takich jak terroryzm i broń masowego rażenia. Oczywiście, NATO powinno zrobić wszystko, co można w związku z tymi zagrożeniami, ale jak dobrze nadaje się ono do roli lidera? Walka z terroryzmem z pewnością wymaga wspólnych działań wywiadowczych i szybkiego podejmowania decyzji. Duża, wielonarodowa biurokracja obejmująca – być może już niedługo – 25 państw członkowskich, może nie najlepiej nadawać się do takiej walki. Ten sam argument odnosi się do broni masowego rażenia. Czyż NATO nie jest zbyt narażone na przecieki informacyjne i zbyt powolne, aby zarządzać operacjami wojskowymi, które miałyby na celu zniszczenie fabryk broni chemicznej? Podejrzewam, że Pentagon wolałby raczej walczyć z terroryzmem samodzielnie, albo w małej grupie sojuszników, którym może ufać w zakresie dochowania sekretu, dostarczenia wyszkolonych sił i zaakceptowania dowództwa USA.

Pozdrawiam Cię,
...Początek strony...
Charles



Drogi Charles,

Jeżeli obaj zgadzamy się, że Stany Zjednoczone i Europa powinny podnieść zmaganie się z nowymi zagrożeniami dla naszego wspólnego bezpieczeństwa do rangi centralnego elementu naszej przyszłej współpracy strategicznej, oraz uwzględnimy, że większość tych nowych zagrożeń pochodzi spoza Europy - znaleźliśmy ważny, wspólny punkt w dyskusji. Z tego niekoniecznie wynika, że NATO musi "postawić na globalizm" (nawet ja nie widzę roli dla NATO na Wyspach Spratly ). Oznacza, to jednak, że NATO musi mieć możliwość działania w Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie oraz w Zatoce. Ostatecznie, to przypuszczalnie tam tkwią największe zagrożenia dla naszego przyszłego wspólnego bezpieczeństwa.

Kwestia o znaczeniu strategicznym, która przed nami stoi, brzmi: czy Zachód potrafi zreorganizować się na tyle, aby mierzyć się ze światem, w którym terroryzm i broń masowego rażenia stwarzają nowe, potencjalnie egzystencjalne zagrożenia.

Czy to jest realne? Nie jestem pewien. A jednak musimy spróbować. Kwestie, które podnosisz są uzasadnione i należy na nie odpowiedzieć. Ale należą one do tej samej grupy problemów, które były podnoszone przez sceptyków w roku 1949, kiedy tworzono NATO, oraz na początku lat 90., kiedy po raz pierwszy dyskutowano o rozszerzeniu NATO. Cieszę się, że nasi liderzy w tamtych czasach zlecili swoim doradcom szukanie rozwiązań i sprawienie, żeby całość funkcjonowała, a nie słuchali głosów negatywnie nastawionych komentatorów.

Dzisiaj potrzebne jest nam to samo podejście i ten sam poziom zaangażowania. Kwestia o znaczeniu strategicznym, która przed nami stoi brzmi: czy Zachód potrafi zreorganizować się na tyle, aby mierzyć się ze światem, w którym terroryzm i broń masowego rażenia stwarzają nowe, potencjalnie egzystencjalne zagrożenia. Jeżeli najbardziej rozwinięte i najbogatsze państwa wspólnoty transatlantyckiej nie wiedzą jak to uczynić, to oznacza, że coś jest zdecydowanie nie tak. Mam nadzieję, że nie będziemy czekali do następnych ataków, które mogą zabić daleko większe liczby Amerykanów i Europejczyków, zanim zdecydujemy się wspólnie działać.

Nie traćmy również nadziei w odniesieniu do administracji Busha. Jej polityka nadal ewoluuje. W kwestii rozszerzenia NATO oraz stosunków NATO-Rosja, administracja ta postawiła na ciągłość z działaniami poprzedników. Musi jeszcze zdecydować, czy na Szczycie w Pradze zechce postawić na nowe zadania, jako na podstawowy priorytet NATO. Mam nadzieję, że tak. W innym przypadku, ta administracja może przyczynić się do marginalizacji i – ostatecznie – śmierci najważniejszego sojusznika Stanów Zjednoczonych.

Pozdrawiam Cię.
...Początek strony...
Ron



Drogi Ron,

Z pewnością masz rację, że NATO powinno przygotować się do działania w Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie oraz w Zatoce. Zgadzam się, że NATO powinno rozwijać swoje struktury wojskowe do maksimum swoich możliwości, aby mogło mierzyć się z nowymi zadaniami. Nawet jeśli rezultaty nie będą olśniewające, NATO stanie się bardziej użytecznym narzędziem dla swoich członków, jeżeli bardzo się postara na nowo wyposażyć się do stawienia czoła nowym wyzwaniom, w nowych obszarach. Miałeś także rację, sygnalizując w swoim liście otwierającym naszą debatę, że NATO wymaga reformy instytucjonalnej. NATO może nie potrzebuje ekstrawaganckiego Konwentu, na wzór tego, który stworzyła Unia Europejska w celu ponownej analizy swoich instytucji. My potrzebujemy grupy mądrych ekspertów, którzy powinni przemyśleć fundamentalne kwestie dotyczące metod dalszego funkcjonowania NATO.

Jeżeli amerykańskie i europejskie rządy nadal będą przemawiać tak, jakby nie słyszały siebie nawzajem, NATO nie może być skuteczną organizacją

Jednak, moim głównym zmartwieniem nie jest to, czy NATO potrafi przekształcić się w bardziej efektywną organizację. Jest nim raczej fakt, że liderzy polityczni po obu stronach Atlantyku z coraz większym trudem znajdują wspólne pole poglądów na świat. Europejczycy są zaniepokojeni, że Stany Zjednoczone wydają się zainteresowane wyłącznie wojskowymi rozwiązaniami zagrożeń związanych z terroryzmem; wydają się stosunkowo obojętne wobec gospodarczych, politycznych i kulturowych korzeni terroryzmu; wydają tak małe kwoty na wspieranie rozwoju najbiedniejszych państw na świecie; a także zdają się mieć fobię przed traktatami międzynarodowymi. Amerykanie, ze swej strony, są sfrustrowani niezdolnością Europy do podnoszenia swoich zdolności militarnych; powolnością działania oraz częstą nieefektywnością europejskich instytucji międzynarodowych; pragnieniem utrzymania stosunków handlowych z państwami zbójeckimi, raczej niż izolowania ich i grożenia im; a także europejską tendencją do traktowania z nabożną czcią traktatów i organizacji międzynarodowych.


Jeżeli amerykańskie i europejskie rządy nadal będą przemawiać tak, jakby nie słyszały siebie nawzajem, jak zdawały się czynić w pierwszych dwu miesiącach tego roku, NATO nie może być skuteczną organizacją. Jeżeli jednak będą umiały podjąć nieco większy wysiłek wzajemnego zrozumienia swoich racji i, w konsekwencji, przyjmą sposób mówienia i działania je uwzględniający, Amerykanie i Europejczycy będą mogli ponownie odwołać się do wspólnego celu. A wtedy nowe i przekształcone NATO ma przyszłość, jako instrument niezbędny do osiągania tego wspólnego celu. Jestem przekonany, że się z tym zgodzisz.


Pozdrawiam Cię,
...Początek strony...
Charles



* Turcja uznaje Republikę Macedonii pod jej konstytucyjną nazwą.