Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
      Bieżący numer: Wiosna 2002 Poprzednie numery  |  Język
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO
 Spis treści
 Wprowadzenie
 Debata
 Recenzje
 Wywiad
 Felieton
 Opinie
 Sprawy
 wojskowe
 Mapa
 Autorzy
 Łącza (linki)
 W następnym
 numerze
Wejdź na stronę główną Przeglądu NATO Kontakt z redakcją/subskrypcja Wersja do drukowania


wyślij ten artykuł do przyjaciela














































































































































Milczenie niedźwiedzia

Konstruktywny dialog: Prezydent Rosji Władimir Putin
wyciągnął wnioski z błędów popełnianych przez jego
poprzedników
( © Reuters )

Dmitri Tretin analizuje przyczyny braku głośnego sprzeciwu Rosji wobec perspektyw następnej tury rozszerzenia NATO.

Jakież zmiany mogą się dokonać w ciągu 5 lat. Kiedy w latach 90. NATO debatowało o rozszerzeniu, ten krok był przełomowy i kontrowersyjny. Z jednej strony, Sojusz szukał możliwości rozszerzenia strefy bezpieczeństwa i dobrobytu w Europie, wyciągając rękę do państw byłego Układu Warszawskiego. Z drugiej strony, przyjmując państwa, które były sojusznikami Związku Radzieckiego w czasie zimnej wojny i graniczyły z Rosją, NATO ryzykowało pogorszeniem stosunków z Moskwą oraz wywołaniem obaw i podejrzeń co do własnej roli i ambicji. Decyzja o zaproszeniu Republiki Czech, Węgier i Polski do wstąpienia do Sojuszu, podjęta na Madryckim Szczycie NATO w 1997 roku, była zarówno chwalona jako krok w kierunku konsolidacji bezpieczeństwa na kontynencie, jak i krytykowana jako próba ponownego wytyczenia granic w Europie.

Zbliżający się Szczyt w Pradze wydaje się natomiast być cieniem tego wydarzenia. Przyjęcie nowych członków do już poszerzonego Sojuszu przedstawia się niemalże jako rutynowe działanie. Nowe zaproszenia z pewnością będą wystosowane, przyszli nowi członkowie zostali już mniej więcej określeni, a parlamenty krajowe raczej nie będą zgłaszały zastrzeżeń co do ratyfikowania traktatów akcesyjnych. Bardziej uderzające jest jednak milczenie Rosji. Niektórzy komentatorzy nie mają wątpliwości, że należy to przypisać nowej jakości stosunków jakie panują między Rosją a Zachodem począwszy od ataku terrorystycznego przeciw Stanom Zjednoczonym we wrześniu 2001 roku. Jednak bliższa analiza oświadczeń i posunięć prezydenta Władimira Putina sugeruje, że obecny lider Rosji wyciągnął wnioski z błędów popełnianych przez swojego poprzednika, Borysa Jelcyna i już w roku 2000 podjął świadomą decyzję o prowadzeniu zupełnie innej polityki.

Wnioski, które wyciągnął, można podsumować następująco. Po pierwsze Rosja nie ma ani siły, ani wystarczających wpływów, aby zablokować członkostwo innych państw europejskich w NATO. Co więcej, gdyby podjęła taką próbę, niemal z pewnością odniosłaby porażkę. A im bardziej by się starała, tym bardziej szkodliwa byłaby zapewne taka polityka. Po drugie, jak wykazał przypadek Polski, rozszerzenie NATO nie umniejsza w rzeczywisty sposób bezpieczeństwa militarnego Rosji. Po trzecie, prawomocne interesy Moskwy w zakresie bezpieczeństwa mogą być uwzględnione przez Sojusz w ramach procesu rozszerzania. Po czwarte, po przystąpieniu do NATO byli członkowie Układu Warszawskiego poczuli się wystarczająco bezpiecznie, aby wyciągnąć rękę i uformować lepsze stosunki z Moskwą, co z kolei wzmocniło stabilność i bezpieczeństwo w tej części Europy. Na koniec, ograniczanie strat to za mało - aby uniknąć następnych kryzysów, Rosja musi zmierzać do tego, aby nawiązać bardziej organiczne stosunki z NATO.

To oczywiście nie znaczy, że rosyjski establishment postrzega rozszerzenie NATO jako coś pożądanego lub zgodnego ze swoimi interesami. To "milczenie niedźwiedzia" nie powinno być błędnie interpretowane na Zachodzie, w atmosferze nadziei na "nowy początek". Ogromna część rosyjskiego politycznego establishmentu, zwłaszcza środowiska związane ze sprawami zagranicznymi, obronnością i służbami bezpieczeństwa, nadal z wielką niechęcią odnoszą się do tego, co niektórzy nazywają "marszem na wschód" podejmowanym przez NATO, ponieważ podważa on zarówno ich poczucie własnej wartości, jak i tradycyjne pojęcie o Rosji. jako o mocarstwie.

Rosyjska pasja

Aspektem rozszerzenia NATO, który wywołuje największą pasję w rosyjskich kręgach politycznych, jest prawdopodobieństwo zaoferowania członkostwa Estonii, Łotwie i Litwie. W obecnej sytuacji, większość analityków uważa, że NATO zaprosi co najmniej jedno, a być może wszystkie trzy państwa bałtyckie do wstąpienia do Sojuszu. Ta decyzja jest problematyczna ponieważ w jej wyniku po raz pierwszy Sojusz zostałby wprowadzony na terytorium byłego Związku Radzieckiego, co z perspektywy rosyjskiej jest jedynym znaczącym aspektem tej sprawy. Chociaż elity rosyjskie w ostatnich latach mentalnie pogodziły się ze znacznym ograniczeniem wpływów w Europie Srodkowej i na Bałkanach, utrata pozycji supermocarstwa jest nadal boleśnie odczuwana, a przyjęcie państw bałtyckich do NATO byłoby przekroczeniem kolejnej ważnej, choć - w znacznej mierze - symbolicznej granicy.

Bardzo prawdopodobne poszerzenie NATO o państwa bałtyckie nadchodzi tuż po tym, jak Rosja przełknęła kolejną gorzką pigułkę, mianowicie urzeczywistnienie się trwałego rozmieszczenia europejskich i amerykańskich sił zbrojnych - czasem, błędnie, określane jako rozmieszczenie sił natowskich - w byłych radzieckich republikach w Azji Środkowej. Bardzo poważną konsekwencją poparcia Moskwy dla prowadzonej pod przewodnictwem USA "wojny z terrorem" było wyrzeczenie się jednej z podstawowych zasad strategii obronnej Rosji, mianowicie zasady powstrzymywania zewnętrznych potęg od zdobywania baz wojskowych na terenie byłych republik radzieckich. Trwałe przyłączenie się kilku byłych radzieckich republik do NATO byłoby ostatnim gwoździem do tej trumny i mogłoby sprowokować gwałtowny wybuch wewnętrznych sprzeciwów przeciwko polityce prezydenta Putina. W praktyce jednak, Putin powinien być w stanie odeprzeć falę krytycyzmu, która z pewnością będzie towarzyszyć przystąpieniu państw bałtyckich do NATO, a być może nawet będzie w stanie wykorzystać to wydarzenie do promowania nowego myślenia strategicznego w Rosji.

Decyzja prezydenta Putina o tym, aby nie podejmować sporu z Zachodem na temat tradycyjnych kwestii geopolitycznych, opiera się na ściśle pragmatycznej kalkulacji potrzeb ekonomicznych Rosji, a także na spostrzeżeniu, iż obrona z góry przegranych pozycji niczemu nie służy. Niemniej jednak, większość establishmentu związanego z polityką zagraniczną i obronnością, a także znaczna część ogólnej opinii publicznej, nie są obdarzone taką dalekowzrocznością. Dla nich Zachód pozostaje zdradziecko przebiegły, a ich właśni liderzy - beznadziejnie naiwni w przyzwalaniu na rozszerzenie Sojuszu i - wynikające stąd - stopniowe okrążanie Rosji przez NATO. Krytyków trzeba przekonać, że troska o interesy kraju w zakresie bezpieczeństwa nie ulegnie zmianie.

Rosja żyjąca w harmonii ze swoimi europejskimi sąsiadami będzie ostatecznym uwieńczeniem oświeconych trendów w polityce.

Bezpośrednim wyzwaniem dla Kremla jest odpowiednie rozegranie członkostwa państw bałtyckich w NATO, jeżeli rzeczywiście dojdzie ono do skutku. Aby zachować twarz, prezydent Putin oczekiwałby - co najmniej - pakietu działań zmierzających do zminimalizowania tego, co odczytano jako "policzek dla Rosji". Taki pakiet miałby włączać zobowiązania podobne do tych, jakie NATO poczyniło podczas pierwszej tury rozszerzenia. Mogłoby to na przykład oznaczać rezygnację z rozmieszczenia broni nuklearnej oraz zakaz stałego stacjonowania w czasie pokoju zagranicznych sił zbrojonych na terytorium nowych członków. Wymagane byłoby także przystąpienie państw bałtyckich do Traktatu o Konwencjonalnych Siłach Zbrojnych w Europie (CFE) z 1990 r., jako że umożliwiłoby to większą przejrzystość działań militarnych oraz stacjonowania zagranicznych sił zbrojnych na tym terenie. Dzięki ironii losu, członkostwo w NATO mogłoby w rzeczywistości pomóc w poprawie stosunków pomiędzy państwami bałtyckimi a Rosją, w bardzo podobny sposób jak pomogło w ostatnich latach w poprawieniu stosunków pomiędzy Polską a Rosją. Kluczowym czynnikiem dla Estonii i Łotwy będzie tempo integracji rosyjskich mniejszości narodowych z resztą społeczeństwa. Kiedy już wystosowane zostaną zaproszenia, osiągnięcie bezpiecznego poziomu spójności mieszanych narodowościowo społeczeństw w tych dwu państwach prawdopodobnie stanie się ważną kwestią dla całego Sojuszu.

Rosyjska enklawa w Kaliningradzie, która ma około 900 000 mieszkańców i jest położona pomiędzy Litwą a Polską, nad Morzem Bałtyckim, stanowi odrębny problem. Rząd rosyjski wyraźnie opowiedział się przeciwko forsowaniu opcji tzw. "twierdzy kaliningradzkiej" i liczba oddziałów stacjonujących na tym obszarze stopniowo się zmniejsza. Nie mniej jednak, chociaż Moskwa być może będzie stopniowo ograniczać swoją militarną obecność, ten proces będzie prawdopodobnie długi i przeciągany, i nie doprowadzi do demilitaryzacji Kaliningradu. Wynika to stąd, że Moskwa jest przekonana o konieczności utrzymania tam swojej obecności wojskowej, aby powstrzymać wszelkie próby secesji. To stwarza problem tranzytu do tej enklawy przez lub ponad terytorium NATO. Tu rozwiązanie powinno być stosunkowo proste i mogłoby opierać się na istniejącym porozumieniu pomiędzy Litwą i Rosją, które funkcjonuje efektywnie od wczesnych lat 90.

Bardziej kreatywne podejście do kwestii Kalinigradu wymagałoby zintensyfikowania kontaktów wojskowych w regionie, w tym znaczącego udziału strony rosyjskiej w działaniach Partnerstwa dla Pokoju (PdP) oraz wspólnej kontroli ruchu w przestrzeni powietrznej. Innym śmiałym pomysłem jest - zaproponowane przez jednego z moskiewskich akademików - włączenie rosyjskiego oddziału do duńsko-niemiecko-polskiego korpusu stacjonującego w Szczecinie. Wojskowy wymiar problemów związanych z Kaliningradem pozostaje jednak w cieniu kwestii gospodarczych i społeczno-ekonomicznych. Być może Moskwa odrzuciła opcję "twierdzy kaliningradzkiej", ale wciąż musi przedstawić realistyczną strategię przekształcenia tej odizolowanej rosyjskiej "obłas'ti" w poligon doświadczalny budowania głębszych stosunków z Unią Europejską.

Zakopać topór

Największym problemem Moskwy w odniesieniu do rozszerzenia NATO jest jej własna niezdolność do właściwego zintegrowania się z euroatlantyckimi strukturami bezpieczeństwa. Wielu z tych w Rosji, którzy popierają taką integrację ma poczucie, że drzwi do NATO są otwarte dla każdego państwa w Europie, poza Rosją, a najlepsze na co ich kraj może liczyć to cierpliwe i ciche oczekiwanie na samym końcu długiej kolejki, bez żadnych gwarancji ostatecznego przyjęcia. To od czasu do czasu motywuje Rosjan do podejmowania prób "przeskoczenia kolejki" i domagania się ustanowienia wyjątkowych stosunków z NATO, albo nawet szybkiego w nim członkostwa. Niezależnie od tego, czy będzie się to przejawiało w postaci poszukiwania specjalnego statusu, czy w formie upartej tęsknoty za włączeniem się w procesy decyzyjne NATO, Rosja ma żywotny interes narodowy w tym, aby zakopać topór.

Wydarzenia ostatnich miesięcy w równym stopniu zademonstrowały, jak ciężko jest wypracować nowe stosunki pomiędzy NATO i Rosją, jak i unaoczniły ich znaczenie dla obu stron. Z punktu widzenia rządów państw należących do Sojuszu, rozszerzenie i stosunki z Rosją wiążą się z szerszym problemem przyszłości NATO. Debaty dotyczące przyszłości Sojuszu z reguły koncentrują się na znaczeniu więzi transatlantyckich oraz potrzebie wzmocnienia potencjałów militarnych, a także na podziale ciężarów finansowych pomiędzy poszczególnych sojuszników. Mniej uwagi poświęca się faktowi, że jedna z najważniejszych możliwości oddziaływania NATO - a po zimnej wojnie prawdopodobnie najważniejsza - odnosi się do sfery działań politycznych..

Integrując w swoich szeregach najpierw Włochy, a potem RFN, Sojusz pomógł w budowaniu stabilizacji i pokoju w Europie Zachodniej po II wojnie światowej. Chociaż integracja gospodarcza Europy miała kluczowe znaczenia dla cementowania pokoju, poprzedził ją sojusz wojskowy, zapewniający stabilizację i zaufanie niezbędne do odnowy gospodarczej. Co więcej, Sojusz pełnił także rolę strategicznej kotwicy dla tradycyjnych wielkich potęg – Francji i Wielkiej Brytanii, w czasach, gdy odzierały się one z posiadłości zamorskich. W rzeczywistości nawet w czasach, gdy członkowie Unii Europejskiej dążą do stworzenia wspólnej europejskiej polityki w zakresie bezpieczeństwa i obrony, NATO pozostaje główną instytucją leżącą u podstaw ich bezpieczeństwa.

Przyjęcie państw Europy Srodkowej do NATO już pomogło w konsolidowaniu demokracji oraz rządów prawa w tych państwach, w szczególności dzięki zreformowaniu stosunków cywilno-wojskowych. Co więcej, samo aspirowanie do członkostwa w Sojuszu przyczyniło się do budowania stabilizacji w Europie Południowo-Wschodniej oraz w państwach bałtyckich, jako że Sojusz nalegał, aby państwa kandydujące rozwiązały zaległe kwestie granic i mniejszości narodowych, zanim będą mogły przystąpić do NATO. Pośrednio, ale w równie znaczący sposób, rozszerzenie NATO zapewnia coś w rodzaju politycznych gwarancji dla zagranicznych inwestycji kapitałowych w nowych państwach członkowskich, wspomagając rozwój gospodarczy. Proces rozszerzania NATO będzie miał charakter ewolucyjny, z pewnością daleki od automatycznego, a im dłużej będzie trwał, tym bardziej "technicznie" będzie postrzegany.

NATO będzie nadal odgrywało rolę w rozwiązywaniu i zapobieganiu kryzysom na Bałkanach, jak również będzie pomagać w zapewnianiu bezpieczeństwa i trwałego pokoju w tym regionie. Na szczęście jednak liczba politycznie zapalnych problemów w Europie zmniejszyła się w porównaniu z początkiem lat 90. i prawdopodobnie nie będzie już zbyt wiele nowych “Bośni” i “Kosowów”. Co się tyczy południowej flanki NATO, prowadzony przez Sojusz Dialog Śródziemnomorski podejmuje cały szereg szybko zmieniających się problemów, ale zasadniczo dążenia do wypracowania formuły trwałego pokoju na Bliskim Wschodzie leżą w gestii europejskich i amerykańskich służb dyplomatycznych.

Integracja Rosji z NATO mogłaby się stać kolejnym długoterminowym programem Sojuszu. Jest to ambitny cel, ale stopniowo staje się on coraz bardziej realny. Jego realizacja będzie wymagać podjęcia potężnych i konsekwentnych wysiłków, ale ostateczna nagroda, jaką będzie nie podzielona i wolna Europa, jest warta najcięższych starań. W tym kontekście, debata na temat możliwego członkostwa Rosji w Sojuszu nie prowadzi we właściwym kierunku. Chociaż ta wizja jest jeszcze odległa o kilka lat, właściwą formułą nowych stosunków mógłby być sojusz z NATO. Rosja żyjąca w harmonii ze swoimi europejskimi sąsiadami będzie ostatecznym uwieńczeniem oświeconych trendów w polityce Europy Zachodniej. Obecnie, pierwszorzędnym zadaniem powinno być wykorzystanie współpracy NATO z Rosją w zakresie pokonywania nowych zagrożeń dla bezpieczeństwa, takich jak międzynarodowy terroryzm oraz proliferacja broni masowej zagłady, tak aby rozmontować wciąż przerażającą infrastrukturę, która jest pozostałością zimnej wojny.

Ponad wszystko, nowe stosunki ułatwiające współpracę powinny mieć charakter otwarty, a nie zamknięty, a także powinny zapewniać rosyjskim przywódcom politycznym wystarczającą wiarygodność, która umożliwiłaby im narzucenie fundamentalnej rewizji planowania obronnego i doktryny wojskowej w ich kraju. Prezydent Putin powinien być formalnie zaproszony do Pragi - i powinien tam pojechać. Ale zanim będzie miał szansę pobłogosławić swoją obecnością nową turę rozszerzenia, powinien mieć szansę udowodnienia obywatelom w swoim kraju, że NATO jest rozbudowującym się przyjacielem, a nie prowadzącym ekspansję wrogiem.

Dmitri Trenin jest zastępcą dyrektora Centrum Carnegie w Moskwie.
...Początek strony...