|

Szerszy punkt widzenia: na Szczycie
w Pradze
dzisiejsi przywódcy Sojuszu będą mieli szansę
wykazać się takim samym wizjonerstwem, jak ojcowie-
założyciele Sojuszu
(© NATO) |
W przededniu Szczytu NATO w Pradze, Lord Robertson wyjaśnia, dlaczego nie wolno przyjmować założenia, że bezpieczeństwo jest dane raz na zawsze.
Nieco ponad pół wieku temu szefowie państw i rządów 12 państw po obu stronach Atlantyku zebrali się w czasach wielkiej niepewności, aby utworzyć Organizację Paktu Północnoatlantyckiego. Jednocześnie zobowiązali się do wspólnej obrony i poświęcili niezbędne środki, aby sprostać wyzwaniom swoich czasów w zakresie bezpieczeństwa.
Tuż po II wojnie światowej, w obliczu zagrożenia radzieckiego, uznali bezpieczeństwo za najcenniejszą wartość. Jednak czasy się zmieniły i - po tak wielu latach pokoju i dobrobytu - czymś łatwym stało się na Zachodzie zakładać, że bezpieczeństwo jest dane raz na zawsze. To zadufanie jest niebezpieczne. Kluczem do pokoju i dobrobytu, z których przyzwyczailiśmy się korzystać, pozostaje bowiem inwestowanie w nasze bezpieczeństwo.
Współczesne wyzwania
Wyzwania, z którymi się obecnie stykamy, nie są tak oczywiste jak zagrożenie stwarzane przez Związek Radziecki w czasie zimnej wojny. Są one jednak równie realne, a - jeśli można mówić o jakiejś różnicy - nawet bardziej podstępne. Zwiększony brak stabilności jest najbardziej oczywistym wyzwaniem. Regiony takie jak Kaukaz, Azja Środkowa, Afryka Północna, czy Bliski Wschód, przeżywają przemiany polityczne i gospodarcze o historycznym wymiarze. Nawet jeśli te przemiany w ostateczności prowadzą we właściwym kierunku, jedynie najbardziej zaślepieni optymiści mogliby twierdzić, że te procesy przemian odbędą się bez poważnych wstrząsów.
Chociaż kiedyś położenie geograficzne izolowało Europę i Amerykę Północną od kurzawy unoszącej się znad ognisk niestabilności w innych częściach świata, obecnie sytuacja się zmieniła. W coraz większym stopniu musimy spodziewać się, że odległe konflikty będą oddziaływać na nasze społeczeństwa w postaci migracji, rosnącej liczby osób szukających azylu i podejmujących się przemytu ludzi, narkotyków i broni.
Musimy także spodziewać się wzrostu terroryzmu, upadku kolejnych państw i zwiększonej proliferacji broni masowego rażenia. Atak terrorystyczny przeciwko Stanom Zjednoczonym z 11 września 2001 r. był przełomem. W przeszłości terroryści starali się uzyskać maksymalny rozgłos, jednocześnie minimalizując liczbę ofiar, w interesie promowania konkretnych celów politycznych. Teraz jednak do głosu doszła specyficzna odmiana terroryzmu, napędzanego nie tylko dążeniem do nieosiągalnych celów, ale także fanatycznym ekstremizmem i żądzą masowego zabijania. Trudno sobie wyobrazić jak można by zapędzić jego dżina z powrotem do butelki, w której tkwił przed 11.09.2001.
Idealną przystanią dla współczesnych terrorystów jest państwo pogrążone w upadku, gdzie mogą działać bezkarnie. Nawet w epoce globalizacji, państwowość pozostaje podstawową zasadą organizowania współczesnej cywilizacji. Jednak nie każde państwo jest zdolne do przetrwania. W ciągu ostatniej dekady, kilka państw - włączając Afganistan - upadło i uległo rozczłonkowaniu na regiony rządzone przez watażków. Taki los grozi w nadchodzących latach także innym państwom.
Pomimo wysiłków podejmowanych przez dyplomatów i ekspertów ds. zapobiegania proliferacji, rozprzestrzenianie się broni masowego rażenia będzie jednym z wyzwań definiujących sytuację w tym stuleciu. Najwyższe zagrożenie dla naszych społeczeństw pojawiłoby się w przypadku, gdyby broń masowego rażenia trafiła w ręce terrorystów. W tym kontekście, szczególnie martwi złowieszcza kombinacja państw zbójeckich pracujących nad rozwojem takiej broni oraz terrorystów, którzy są przygotowani do jej użycia i pragną to uczynić.
Rozwiązania tych problemów w żadnym wypadku nie ograniczają się do odpowiedzi wojskowej, a NATO oczywiście nie jest jedyną instytucją, która musi się przystosować do stawiania im czoła. Przyjąwszy takie zastrzeżenie, należy jednak stwierdzić, że zdolność wojskowa przekłada się na polityczną wiarygodność i jest kluczowym gwarantem naszego spokoju i bezpieczeństwa. Od rozwiązywania konfliktów regionalnych do terroryzmu, od Kosowa do Afganistanu - współczesne środowisko bezpieczeństwa stawia przed naszymi siłami zbrojnymi nowe wymogi i zobowiązuje nas do położenia większego nacisku na odległe użycie sił zbrojnych, zdolność do przemieszczenia i rozwinięcia sił, ich zdolność do samodzielnego przetrwania oraz skuteczne zaangażowanie.
| Musimy także spodziewać się wzrostu terroryzmu, upadku kolejnych państw i zwiększonej proliferacji broni masowego rażenia. |
|
Sojusz potrzebuje zdolności odpowiadających wymogom przyszłości, a nie przeszłości. Potrzebujemy więcej szerokokadłubowych samolotów, a mniej ciężkich czołgów. Potrzebujemy więcej broni precyzyjnej, mobilnych oddziałów logistycznego wsparcia, systemów obserwacji pola walki oraz ochrony przed bronią chemiczną i biologiczną. Potrzebujemy odchudzonych sił zbrojnych, które byłyby mocniejsze i szybsze, mogłyby sięgać w odleglejsze regiony i dłużej pozostać w terenie. Takie zdolności kosztują.
Przekształcenia w siłach zbrojnych
Są pewne zachęcające oznaki, że Europa budzi się i dostrzega ten problem. Trwający dekadę spadek wydatków obronnych został w wielu państwach europejskich zahamowany, a niektóre z nich - Francja, Luksemburg, Norwegia i Portugalia, a także Republika Czech, Węgry i Polska - obecnie planują rzeczywisty wzrost wydatków na obronę. Również Wielka Brytania ogłosiła wzrost budżetu. Jednak faktem pozostaje, że wielu europejskich Sojuszników wciąż cierpi na mentalność dyktującą "zerowy wzrost budżetu", co ogranicza niezbędne przekształcenia w siłach zbrojnych.
Stany Zjednoczone, dla odmiany, są zaangażowane w szybkie przekształcanie swoich wojsk i są gotowe za to zapłacić. W rezultacie, przebiegająca przez Atlantyk luka w zakresie zdolności rośnie - ze wszystkimi swoimi negatywnymi skutkami dla interoperacyjności, efektywności działań koalicji i ,ostatecznie, dla zachowania wspólnego spojrzenia na sprawy bezpieczeństwa. Istnieje ryzyko, że obawa przed amerykańskim unilateralizmem może się stać samospełniającym się proroctwem, jeżeli Europa nie będzie wnosić bardziej równomiernego wkładu w nasze wspólne bezpieczeństwo. Nie wynika to z tego, że Stany Zjednoczone chcą - rzekomo - działać samodzielnie, ale z tego, że Europejczycy nie są w stanie efektywnie współpracować z amerykańskimi siłami zbrojnymi.
Nawet bez znacznego zwiększania budżetów obronnych można rozbudowywać zdolności - poprzez zmianę priorytetów, specjalizację oraz poprzez współpracę międzynarodową. Korzyści można odnieść także dzięki zastosowaniu innowacyjnych metod zaopatrywania i pozyskiwania, takich jak leasing niektórych aktywów. Również zwiększona współpraca przemysłów obronnych zarówno w obrębie Europy, jak i pomiędzy obiema stronami Atlantyku, przyczyni się do rozbudowy i wzmocnienia zdolności, bez ponoszenia dodatkowych kosztów.
Szczyt Sojuszu w Pradze powinien być decydującym krokiem w kierunku zmiany wydajności systemu obronnego. Chcę, aby poszczególne państwa w wyraźny sposób zobowiązały się do zapewnienia konkretnych zdolności, w określonym przedziale czasu. Chcę, aby suma tych nowych zobowiązań oznaczała rzeczywisty przełom w kierunku zlikwidowania luki w najważniejszych obszarach, takich jak transport strategiczny i uzupełnianie paliwa w powietrzu. To nie jest kwestia ekonomii, ani zaopatrzenia sił zbrojnych, ani nawet decyzji wojskowych. To jest kwestia woli politycznej. Dlatego właśnie jest stosowną rzeczą prosić głowy sojuszniczych państw i rządów o zajęcie się tą kwestią, i jestem przekonany, że oni to uczynią.
Formuła, do wypełniania której zobowiązali się ojcowie-założyciele NATO, odniosła bezprecedensowy historyczny sukces, a kolejne pokolenia korzystały i korzystają z ich dalekowzroczności. Za niewiele ponad miesiąc, współcześni przywódcy będą mieli szansę wykazać się takim samym wizjonerstwem. Podobnie jak mężowie stanu z końca lat 40., muszą oni zobowiązać się do dokonania niezbędnych inwestycji w dziedzinie bezpieczeństwa, zarówno w imieniu swojego pokolenia, jak i w imieniu pokoleń, które nadejdą.
Lord Robertson jest Sekretarzem Generalnym NATO.
|